…”…tea room”, osiołkowi w żłobie dano…

listopad 27, 2009 - autor: Lu

…to kwestia decyzji, wyboru, choć może dziwić, że przymus instalacji skompromitowanej wtyczki nie budzi Twojego sprzeciwu…

wave2

…pewnie  zainstalujesz ją w końcu, tak jak i, prawdopodobnie, najnowszy wynalazek „Opery” też…

…tylko czy wypada potem narzekać na (możliwe i prawdopodobne) niestabilne działanie systemu, na “nieautoryzowany”  dostęp do informacji, których sam, dobrowolnie i świadomie nigdy byś nie udostępnił ?..

…tak jak w świecie realnym, tak i w wirtualnym, społeczności funkcjonują w oparciu o fundament zaufania i – co w tym przypadku jest istotne – umowności, umawiamy się bowiem, że przeglądarka X, czy też wtyczka Y jest tym, czym jest, a nie “trojanem”, czy też innym narzędziem penetrującym nasz komputer w poszukiwaniu zadeklarowanych przez jej autora informacji…

- Mam antywirusa i firewalla. – powiesz.

…no i co z tego…

…jednym ze sposobów przyspieszania ich działania są tak zwane „białe listy”, czyli baza programów nad którymi nadzór jest ograniczony, albo nie ma go wcale…

…dowodem na to jest konfiguracja firewalla choćby, który po instalacji automatycznie udostępnia połączenie popularnym przeglądarkom bez Twojego udziału, a nawet jeśli spyta, to nic to nie znaczy w tym przypadku, bowiem przekazywanie udostępnionych przez Ciebie  informacji nie łamie ustalonych reguł…

…aż tu nagle jakiś DEP sygnalizuje podejrzane zachowanie obcej aplikacji, albo ją wyłączy…

…toż to skandal, taki system !.. – słychać zewsząd pohukiwania…

………………………………………………………………………….

…”osiołkowi w żłobie dano…”…

…tylko że osiołek stoi przed problemem wyboru pomiędzy dobrym i lepszym, a Ciebie traktują jak dzikusa, oferując kolejny sznurek nic nie wartych paciorków w zamian za dostęp do, bezcennych dziś, informacji dotyczących Twoich upodobań, przyzwyczajeń, preferencji…

…z zasady prywatne komputery znajdują się poza sferą moich zainteresowań i gdyby nie to, że często, zbyt często spotykam się z próbami przeniesienia przyzwyczajeń wyniesionych z domu do sieci firmowych, to nie popełnił bym tego, nie do końca stosownego, wpisu…

………………………………………………………………………..

…prywatność w globalnej Sieci jest czysto umowna i już tylko z powodów technicznych na pewno mniejsza niż ta, w realnym świecie, dlatego wielce niestosowne są praktyki manipulacyjne polegające na permanentnej dyskredytacji twórcy systemu – w tym przypadku Macrosoftu – przez firmy co to „nie sieją, nie orzą” a w stosunkowo krótkim czasie zarobiły krocie…

…na poszanowaniu i trosce o Twoją prywatność, bezpieczeństwie Twojego systemu ?..

…już Windows’98 SE poprawnie skonfigurowany i administrowany w porządnie poskładanej sieci był w miarę bezpieczny, XP był i jest bezpieczny i stabilny, a „Vista” i jej przyszłe, pochodne, jawią się jako spełnienie marzeń moich i mnie podobnych z klanu Lu…

…z doświadczenia wiem, że to, co podoba się mnie nie podoba się najczęściej innym, ale to już nie moje zmartwienie i zupełnie inna historia, choć wciąż ta sama…

 

 

…”The IT tea room”, tym razem o świątecznych porządkach w Sieci…

listopad 26, 2009 - autor: Lu

…a niby czemu Microsoft nie powinien współpracować z NSA ?..

…przecież jego oprogramowanie stanowi o bezpieczeństwie państwa, a i o losach poszczególnych obywateli też i to nie tylko w USA, a w skali globalnej…

…pojawienie się „Visty” na rynku stanowi fundament materialny dla realizacji oczywistej konieczności znaczącego ograniczenia anarchii w sieci i w końcu jej marginalizacji do poziomu akceptowalnego zwyczajowo w świecie realnym, z czego zdali sobie szybko sprawę producenci softwarowego kitu i inni kreatorzy wirtualnej fikcji imponująco prezentujący się na stronach kolorowych pisemek i ekranach telewizorów, ale żenująco kiepscy w bezpośredniej konfrontacji z pierwszym z brzegu rootkitem albo backdoorem…

…taki Marc Rotenberg, z racji zajmowanego stanowiska wydawało by się specjalista, sieje zamęt w umysłach milionów nie wiedzących nawet o istnieniu tej instytucji, nie mówiąc już o owocach jej współpracy z Microsoftem i ich rodzaju, a przecież sam chyba potrafi przejrzeć pliki akceleratora(?)…

…”Vista” (a i „Windows 7”, jak i też „XP”, „Office 2007”, IE również) uzupełniona właśnie nim (poza konsolą tekstową doposażonym w uroczy wizzard z opcją cofania zmian, co jednoznacznie określa adresata tego narzędzia) i uzupełniona MSE wyznacza nowy standard bezpieczeństwa systemu obywając się bez oprogramowania zewnętrznego i to nie tyle boli zainteresowanych, co wręcz uderza po kieszeni jeśli jeszcze nie dziś, to na pewno jutro, a to znaczy, że będziemy świadkami niekończących się „Rejtanowskich scen” odgrywanych w imię wolności, równości i sprawiedliwości w globalnej sieci…

…z perspektywy bez mała trzydziestu lat mniej lub bardziej intensywnego kontaktu z IT  żaden producent oprogramowania z branży bezpieczeństwa nie zapisał się dobrze w mojej pamięci, a jeśli już któregoś pamiętam, to przez pryzmat koszmaru reanimacji systemu z zablokowanym przez robala antywirusem lub zaporą…

…Internet stał się już, poza jakąkolwiek dyskusją, przestrzenią działań militarnych, politycznych, gospodarczych i innych, stanowiących o losach społeczności z nim zintegrowanych, dlatego nikt przy zdrowych zmysłach nie może pozwolić sobie i innym, by funkcjonował on nadal w takiej formie, w jakiej istnieje dziś…

…i dobrze…

…mam nadzieję, że zmiany nastąpią szybko i będą skuteczne…

…“The IT tea room”, marginalia w temacie SS-LF…

listopad 25, 2009 - autor: Lu

(…………………)

…tylko że nie wypada, no bo jakże to tak ?..

(………………….)

…a może oni przy tym projekcie –jak to się teraz mówi- nie zasiadali, zajęci sporem fundamentalnym wyższości security by obscurity nad wielopoziomowymi hasłami ?…

… z zasady nie przepadam za grzebaniem w rejestrze, a to znaczy, że w tym sporze jestem stronnikiem pana Jaspera – tak na marginesie – z małym zastrzeżeniem, że nie zawsze to rozwiązanie jest do końca słuszne (nie samo hasło, a posługiwanie się nim w szczególnych sytuacjach)…

…choćby w sprzęcie wymagającym zabezpieczeń poziomu SS-LF…

…pewnie, że nikt przy zdrowych zmysłach w takiej sytuacji nie będzie próbował odgadywać hasła, pozna je innymi metodami…

…i tu oczywistym, po tym, jak już intruz wtargnie do sytemu, wydaje się drugie hasło, które przy pewnych rozwiązaniach sprzętowych nie koniecznie musi być znane nawet uprawnionemu użytkownikowi (?!..)

(……………….)…

…dopiero coś takiego zasługuje na miano „Specialized Security” – tak sądzę… 

…problem pozornie odległy od utyskiwań naszych, rodzimych specjalistów od IT Komendy Głównej Policji w temacie pedofilów buszujących „bezkarnie” w sieci Tor…

…nie można ich zlokalizować ?..

…no, nie do końca to prawda…

… namierzając ich właśnie teraz, poza osobistą frajdą, odbudowujesz autorytet i powagę instytucji w której pracujesz, a w sobotnie wieczory w pubie z kumplami jesteś Man…

… uwierz, to lepsze niż wszystkie dopalacze i inne wynalazki razem wzięte, a i życie przeżyte bez takich smaczków nic nie jest warte…  

…”The IT tea room”, kontynuacja tematu…

październik 22, 2009 - autor: Lu

…różnica wcale nie subtelna…

…czy system jest kiepski, czy za skomplikowany, a jeśli tak, to dla kogo…

…bowiem nie dla użytkownika, który najczęściej nie wie jaka wersja systemu jest preinstalowana na jego komputerze (laptopie) i to nie dlatego, że jest mało rozgarnięty, a dlatego, że zasadnie traktuje to urządzenie na równi z samochodem, pralką, sprzętem audio, telefonem…

…również nie dla rzetelnego profesjonalisty, który zgłębia jego sekrety z należycie pojętego obowiązku natury formalnej a i osobistej też, poszukując w nowościach możliwych rozwiązań spędzających mu sen z powiek problemów sprowadzających się w tej branży w zasadzie do szeroko rozumianego pojęcia bezpieczeństwa w kontekście koszt vs skuteczność…

… niezaprzeczalny urok „Visty” przejawia się w tym, że w tandemie z resztą oprogramowania Microsoftu (……) stanowi samowystarczalną strukturę funkcjonującą jeśli nie wręcz doskonale, to na pewno dobrze, uzupełniona hardwarem spełniającym jednoznacznie zdefiniowane warunki techniczne, co potwierdził w praktyce incydent z wtyczką, bowiem żadne oprogramowanie firm zewnętrznych nie zablokowało jej działania, nie potraktowało jako zagrożenia, nie rozpoznało jej istoty mimo zaimplementowanych w nich procedur heraustycznych i innych, nie mniej fikuśnych, choć w konfrontacji z wcale nie szczególnie subtelnym „atakiem” bezradnych, bezużytecznych – przesłanką do powyższego stwierdzenia jest brak reakcji na ten, niezmiernie poważny incydent w swojej istocie, w sieci, co może świadczyć w sposób dobitny o poziomie zabezpieczeń prywatnych komputerów (w sieciach korporacyjnych „toto” raczej nie było instalowane – tak sądzę…)…

…nie wiem jakie procedury zastosował MVR odkrywając istotę tego “backdoora”, ale potwierdzenie przez nich moich przypuszczeń bardzo sobie cenię, przyznam bowiem, że komunikat DEP potraktowałem, ze względu na okoliczności, z pewną rezerwą nie znając jego praktycznej skuteczności…

… i to jest właśnie praprzyczyna nienawiści jaką została obdarzona „Vista” przez niepoliczalne rzesze opiniotwórczych szarlatanów w tandemie z producentami – w niedalekiej przyszłości – zbędnego oprogramowania…

…dlatego tam, gdzie priorytetem jest bezpieczeństwo w połączeniu z satysfakcjonującą wydajnością „Vista” wydaje się być dzisiaj optymalną opcją dostępną na rynku, do tego bez obciążeń dodatkowymi kosztami i w zasadzie przy symbolicznym zaangażowaniu administracyjnym (po doinstalowaniu kilku „drobiazgów” udostępnianych przez Microsoft…)…

…ale to, jak i inne, oboczne, lecz powiązane z tym tematy, stanowią kanwę innej bajki, choć wciąż tej samej…

…”The IT tea room”, czyli słowo w temacie…

październik 17, 2009 - autor: Lu

…Kwiatuszku, wymień tego od IT na w miarę sprawny model, bowiem ten Twój to oszołom, klasyczny Pampers daleki od zawodowej poprawności choćby, poprawności możliwej do zaakceptowania przez wielce wyrozumiałego m. seniora…

…mija właśnie rok od chwili, kiedy to mój właściciel przytaszczył karton z nowym laptopem wyposażonym w preinstalowaną „Vistę” i obdarował mnie nim pod pretekstem prezentu imieninowego z życzeniami miłej zabawy…

…dwanaście miesięcy codziennego kontaktu z tego rodzaju urządzeniem stanowi rzetelną przesłankę do wiarygodnych podsumowań, co przy okazji pewnego zobowiązania niniejszym czynię z niekłamaną przyjemnością, bowiem Microsoft tworząc „Vistę” zapracował na słowa uznania…

…jest to system w istocie swojej nowej generacji, zacierający granicę pomiędzy sprzętem a oprogramowaniem, co wydaje się być jedynym, słusznym rozwiązaniem szczególnie w kategorii bezpieczeństwa, choć nie tylko, i to już stanowi o zasadności uznania dla działu technicznego Microsoftu, czego nie da się powiedzieć o marketingu tejże firmy, który nie dorósł intelektualnie do poziomu stworzonego systemu pogrążając go w „niebycie” absurdalną kampanią promocyjną…

…a „Windows 7” ?

jest zapewne systemem nie pozbawionym walorów praktycznych w pewnych okolicznościach, co jednak dziś jeszcze jest tylko kategorią prawdopodobieństwa, a nie sprawdzonym w praktyce wariantem…

…………………………………………….

…czy to będzie „Vista”, czy też “Windows 7”, to instalowanie któregokolwiek z nich na nieodpowiednim sprzęcie i tak jest bez sensu, działaniem pozornym, na pewno nie inwestycją, na pewno marnotrawstwem sił i środków…

…wypada dodać, że moje, jednoznaczne faworyzowanie „Visty”, wynika z przesłanek li tylko praktycznych, do tego udokumentowanych:

…wtyczka pewnej, znaczącej firmy omija wszystkie zabezpieczenia (oprogramowanie zewnętrzne) naruszając zasady bezpieczeństwa systemu (klasyczne zachowanie backdoora i innych z tego gatunku…), co sygnalizowane jest przez DEP na poprawnie skonfigurowanym systemie i to już jest wystarczającym powodem mojego uznania

…incydent z „Vistą” opóźni prawdopodobnie  w końcu i tak nieuchronne zmiany w koncepcjach tworzenia oprogramowania, szczególnie systemowego, eliminując w konsekwencji z rynku większość firm softwarowych, czego świadomość ich właścicieli odegrała niepoślednią rolę w rynkowym epizodzie z nią związanym…

…mnie pozostaje tylko mieć nadzieję, że kolejne łaty „Visty” nie będą jej upodabniały do siódmej odsłony Windows…

……………………………………………………………………………………..

…natomiast odpowiedź na pytanie, czy warto zmieniać coś, co działa -  nawet jeśli jest to Windows 98 lub 95 -  pozostawiam Tobie, będąc przekonanym o wypełnieniu przez nie w pełni treści paragrafu 22, a przez to z natury swojej konfidencjonalnego, niestosownego wręcz w formie ogólnie dostępnej…

…nim spytasz, pomyśl…

wrzesień 26, 2009 - autor: Lu

…i to jest właśnie istota, „sekret” demokracji…

…podział ról społecznych…

…prawnik, lekarz, piekarz, szewc, żołnierz, kapłan, polityk…

…każda z tych profesji ma swój etos, misję społeczną podporządkowaną wartości nadrzędnej, jaką jest wspólnota, Państwo, ( w przeciwieństwie do wszelkiego rodzaju totalitaryzmów, gdzie i Państwo, i cała reszta podporządkowane jest idei, religii lub charyzmatycznej osobowości przywódcy – w uproszczeniu )…

…znakomitym, bo udokumentowanym, jest tu przykład Argentyny, gdzie nie dalej, jak „wczoraj” władzę przejęła armia z uzasadnionej i nie urojonej przesłanki zagrożenia bytu państwowego…

…i robiła to, do czego jest powołana…

…zabijała, nie będąc przekonana do końca o stosowności swoich zachowań, jak wielu przedtem i potem…

…a że Argentyna to kraj rzymsko katolicki, generałowie spytali kapłanów, czy aby przypadkiem forma nie przerasta treści – za co, tak na marginesie, chwała im, bowiem ”kto pyta, nie błądzi” *– i usłyszeli, że skądże, wszystko jest po bożemu, bowiem martwy „grzesznik” dostąpi subito zbawienia, a o to przeczesz chodzi…

…wyznanie rzymsko katolickie z istoty swojej i powołania jest antypaństwowe, że nie wspomnę już o ustroju demokratycznym, co w stosownym czasie zdefiniowano poprawnie w Niemczech, Anglii, Francji, Włoszech, w końcu w Hiszpanii i Portugalii też…

…gwoli prawdy należy dodać, że w każdym z tych przypadków z nutką mniejszego lub większego rozczarowania i zawodu, trudno jest bowiem efektywnie – skutecznie – zastąpić kapłana, tak jak i sędziego, lekarza czy szewca…

…………………………………………………………………………………..

dopisek z 26 września:..

…czy instytucja popełniająca tyle niegodziwości – że posłużę się tym eufemizmem – i to nie sto, dwieście, czy tysiąc lat temu, a nie dalej, jak wczoraj, ma prawo do osądów moralnych ?..

…odpowiedź na to pytanie pozostawiam Tobie i Twojemu pokoleniu…

………………

*  …a jeśli pyta i zwodzony jest na manowce ?..

… nie pyta więcej, dźwigając w samotności brzemię wątpliwości  będące niebywale wysoką ceną za bycie wolnym, nie odmawiając przy tym prawa do trudnych wyborów innym…

w tym tkwi istota Człowieczeństwa i złudna to nadzieja, że ktoś wyręczy nas w jej dopełnieniu, a już na pewno nie zrobi tego ksiądz kościoła rzymsko katolickiego…

…i czy to się komuś podoba, czy też nie, mam to w głębokim poważaniu, będąc święcie przekonanym, że kler rzymskiej odmiany katolicyzmu, unurzany po uszy w szambie przestępstw seksualnych, gospodarczych, pospolicie kryminalnych i niepospolicie, dosłownie zbrodniczych, swoimi postępkami woła o pomstę do nieba, uzurpując sobie prawo do publicznego kwestionowania wyroku Sądu Państwa Polskiego…

…przypominam wam Tusk, Kaczyńscy i całej reszcie pseudo elit, że to ja, pomnożony przez miliony stanowię o waszej przyszłości, a nie jakiś frather podejrzanej konduity, czy też inny uzurpator wystawiający na szwank dobre imię Pana Boga…

…w trosce o dobre trawienie…

wrzesień 24, 2009 - autor: Lu

…nic bardziej żałosnego od widoku prostaka udającego intelektualistę, a już wstyd to do kwadratu jeśli owo jest politykiem niepośledniej rangi, reprezentującym w oczach świata ogół obywateli w myśl równania „jeśli on taki, to cóż dopiero cała reszta”…

…z poczucia obywatelskiej przyzwoitości i troski o dobre trawienie pozwalam sobie  zatem zwrócić uwagę reprezentantowi mniejszości na fakt, iż historia świata, a i Europy też, nie zna przypadku porozumienia na płaszczyźnie historycznej, bowiem to kuriozum pojęciowe znaczy nic innego, jak zanegowanie swojej tożsamości narodowej, zaprzaństwo wspólnotowe w dawnym znaczeniu, wyparcie się ojca i matki, dziadka i pradziadka…

… można tylko dodać, że pojednanie to pojęcie raczej teologiczne, a już na pewno w żadnym razie nie jest ono polityczne i z tej racji nie przystoi powoływać się na nie politykowi, chyba że jego zamiarem jest świadoma autoprezentacja niekompetencji instytucjonalnej i publiczna deklaracja predyspozycji do zostania kolejnym, narodowym, dożywotnim eremitą w pustelni przy Wiejskiej z przypisaną jemu i jego współbraciom zdrowaśką o upadku imperjum rosyjskiego…

… osobiście nie mam nic przeciwko temu, byle by tylko nawiedzeni żyli z jałmużny pozostawiając poselskie pensje umiejącym zdefiniować prawidłowo polską rację stanu…

…kilku głupców nie czyni jednego mądrego…

wrzesień 24, 2009 - autor: Lu

to bez znaczenia Kwiatuszku

… dziś już słowo rzymsko katolickiego kleru znaczy mniej niż słowo idola piłki kopanej albo tekst jakiegoś – pożal się Boże – nadwiślańskiego rapera, że już nie wspomnę o tańczących na lodzie…

…a tyle jeszcze przed nimi, powoli, na marginesie, a to dlatego, że Watykan z jego regionalnymi ekspozyturami już nic dziś nie znaczy w europejskiej, a i tym bardziej, światowej, odwiecznej partii politycznych szachów i jego przewiny nie interesują zbytnio wielkich tego świata, chyba że znaczą coś w kontekście

… zarządzany przez niewydolnych intelektualnie menadżerów od duchowego biznesu odgrzebał z zakamarków swojego, ideologicznego arsenału, zawsze atrakcyjny dla motłochu temat macicy sąsiadki, modernizując jego siłę wyrazu możliwościami prezentacyjnymi współczesnych technologii i próbując przy tym, w poczuciu złudnej bezkarności w nadwiślańskiej prowincji, zdegradować, kolejny już raz w swojej historii, kobiety do roli przedmiotu, inkubatora jakiegoś potwornego, przy którym komory gazowe Oświęcimia jawią się jako wielce humanitarne urządzenia, zabijały bowiem szybko, i do tego też, w jakimś monstrualnie makabrycznym sensie, w imię życia…

…i nie jest to – broń  Boże – porównywanie hitlerowskich instytucji z watykańskim biznesem strachu, on bowiem w swojej trwającej już ponad dwa tysiące lat historii popełnił tyle zbrodni, że w zasadzie znajduje się poza konkurencją w tej dyscyplinie i faktycznie przez to jawi się w wymiarze boskim, a nie ludzkim…

… przyzwyczajenie jednak jest drugą naturą i ludzi i instytucji…

…trudno dziś wyrżnąć jakąś społeczność w pień w imię Jezusa Chrystusa, spalić na stosie śliczną panienkę, bo odmówiła czującemu powołanie, łamać kołem zamożnego, który skąpi na tacę…

…ale można podtrzymywać płomyczek strachu torturując publicznie latami wybraną ofiarę, jaką dla polskiej mutacji rzymsko katolickiego kościoła stała się pani Alicja, dopełniając grozy tego ohydnego procederu atrapą autorytetu instytucji prezydenta i sejmu pospolitej

…głupota jednak, na szczęście, a już szczególnie ta, doprawiona arogancją, chadza na krótkich nóżkach i przez to daleko nigdy nie zaszła, a i kilku głupców nie czyni jednego mądrego, przeciwnie, potęguje głupotę w dwójnasób irytując tym innych ponad miarę tolerancji…

………………………………………………………………..

…moim skromnym zdaniem, tym razem, ich medialny skowyt spowodowany jest nie tyle przypadkiem pani Tysiąc, ale bezprecedensową w dwudziestoletniej historii Pospolitej odwagą pani sędziny, która w majestacie Prawa wyartykułowała naturalny porządek nadrzędności Państwa i praw Jego Obywateli nad uzurpacją wyznaniową, uprawianą wbrew i poza porządkiem konstytucyjnym przez hierarchów kościoła rzymsko katolickiego za interesownym przyzwoleniem odpadów po bywszym PRLu sprawujących władzę w tym, tak pięknym, a jednocześnie tak nieszczęśliwym Kraju

…racja stanu państw znaczących w Europie, czyli nic nowego pod słońcem…

wrzesień 14, 2009 - autor: Lu

…no, minister może mieć przez chwilę medialną rację, ale równie zasadne jest stwierdzenie, że nadwiślańska prowincja odgrywa marginalną rolę w globalnym rozrachunku, co wydaje się bliższe prawdy, a w połączeniu z intensywną transfuzją euro aplikowaną przez Unię stwarza pozór kolejnego cudu nad Wisłą, tym razem gospodarczego…

…nie ja jestem w końcu ministrem i to nie mój problem, choć nie mam nic przeciwko temu, by to on, a nie ja, miał rację…

…w języku dyplomatycznym, Kwiatuszku, zwrot „…co skłoniło inne państwa europejskie do przemyślenia stanowiska…” znaczy nic więcej ponad to, że państwa te nie miały wyboru i to jest właśnie polityka bez niedomówień…

…zauważ, że nic się w zasadzie nie zmieniło od lat ’20 ubiegłego wieku w definiowaniu racji stanu państw znaczących w Europie…

co do satysfakcji i uwiarygodnienia moich ekstrawaganckich opinii, to nie jest to dla mnie szczególnie, ani w ogóle ważne…

… w końcu ten news świadczy o chęci przyspieszenia pewnych, nieuchronnych procesów przez zainteresowanych, co w konfrontacji z poziomem intelektualnym nadwiślańskich elit i wynikających z tej przesłanki braku umiejętności poprawnego postrzegania przez nich procesów politycznych w najbliższym otoczeniu może tylko martwić i małe to pocieszenie, że nie dotyczy to specjalnie mnie, a Waszego pokolenia i następnych…

…dopisek z 15 września:

…i tak, jak wyimaginowaną mocarstwowość II Rzeczypospolitej zweryfikowały wydarzenia kilkunastu dni września ’39 roku, tak i prawdopodobnie w ciągu kilku, kilkunastu nadchodzących miesięcy tubylcze elity z nadwiślańskiej prowincji zostaną brutalnie wybudzone z sennego mirażu znaczenia w dzisiejszej Europie i Świecie…

…o co właściwie temu naturalizowanemu chodzi, to ja nie wiem:

„…Davies przyznaje, że przedwojenna Polska była rządzona autorytarnie, ograniczała demokrację, stosowała brutalne metody wobec mniejszości, a szczególnie po 1935 roku zdradzała wyraźne narodowo-szowinistyczne tendencje, szczególnie wobec Żydów i Niemców…”

…i dalej:

„…Jeśli prof. Ferguson szuka analogii dla przejawów dyskryminacji na tle rasowym i narodowościowym w Polsce, to powinien zadać sobie pytanie, czy były one gorsze od tych, które przed II wojną światową stosowano w USA lub w Irlandii, bądź też czy ograniczenia demokracji w przedwojennej Polsce były istotnie gorsze niż brytyjska polityka w Indiach – sugeruje autor “Bożego Igrzyska”…”

…a przecież to takie proste:

…sęk w tym, że były, a nie jakie były…

… bowiem punktem wyjścia dla współczesnych, nadwiślańskich awanturników politycznych była do cna zakłamana wizja niepokalanego narodu zbawców Żydów, Litwinów, Ukraińców, Czechów, bohaterów ratujących Brytyjczyków, Francuzów i resztę cywilizowanego świata przed grożącą i im, i jemu, totalną zagładą za przyczyną hitlerowskich Niemiec i – szczególnie – stalinowskiej Rosji…

…i co ?..

…ano nico, ten szczególny rodzaj fetyszyzmu historycznego, jakim w polskim wariancie jest historyczna nekrofilia uprawiana ochoczo przez politycznych dewiantów, nie przysparza Narodowi splendoru, że nie wspomnę o poważaniu, powadze i poszanowaniu…

…ten nieszczęsny Katyń…

…i w tym przypadku miara intencji polityka jest prosta:..

…z jednej strony mamy tragedię tysięcy rodzin wpisaną w politykę międzynarodową z przed siedemdziesięciu lat, z drugiej decyzje instytucji państwowej, jakim jest Narodowy Fundusz Zdrowia, skazujący na niewymowne cierpienia i w końcu śmierć arbitralnie wybierane grupy obywateli, najczęściej dzieci lub ludzi starych, za których losy z urzędu odpowiedzialny jest prezydent, premier, minister, poseł i senator w sposób szczególny tu i teraz…

…odpowiedzialność ?..

…bez przesady, to sprawa możliwości… – odpowie z trybuny sejmowej jeden z drugim…

…a ja mu na to:..

…no właśnie…

…o gazie, ślicznych panienkach z AK i in vitro…

wrzesień 11, 2009 - autor: Lu

…ależ oczywiście, że gaz jest instrumentem politycznym Rosji, choć nie w tym znaczeniu, w jakim są również polityczne złoża ropy w Emiratach dla Ameryki…

…dlatego partnerami  w tej sprawie mogą być dla niej tylko rządy (……………………………………………………………………………………………..)

…było, minęło i kto to w lot pojmie, ten jakoś wyjdzie na swoje…

…wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że dobiegł kresu pewien, kolejny rozdział historii Europy i Świata, zapoczątkowany zmianą dekoracji po I wojnie światowej, kiedy to zeszły ze sceny politycznej ostatnie, europejskie mocarstwa dynastyczne, zastąpione przez narodowe byty państwowe…

…od roku 1918 po 1939 nowe formy ustrojowe kontynuowały w sposób naturalny utrwalone zachowania w wymiarze międzynarodowym w oparciu o swoiście pojmowany i praktykowany modus vivendi z jego tragicznymi konsekwencjami poniesionymi w różnym stopniu przez poszczególne państwa…

…aż narodziła się idea Wspólnej Europy, której jednym z ojców założycieli był Polak, pan Józef Retinger, o czym piszę z niekłamaną dumą i satysfakcją nie mogąc przy tym oprzeć się konieczności zasygnalizowania pewnej, haniebnej okoliczności, a mianowicie usilnych prób zamordowania pana Józefa przez katów AK na rozkaz oczywiście, ale nie rządu londyńskiego, a KG, która  sugestię neutralizacji politycznych działań pana Retingera otrzymaną z Londynu* samowolnie zastąpiła decyzją o jego zamordowaniu i to do tego w sposób daleki od żołnierskich, honorowych standardów wojennych posługując się trucizną podawaną przez śliczną, uroczą i pełną kobiecych wdzięków agentkę, żołnierza Armii Krajowej…

…przeżył, co jest oczywistym dowodem na ingerencję Pana Boga w bieg wydarzeń doczesnych w chwilach, Jego zdaniem, ważnych i przez to godnych boskiej interwencji…

…nie znam idei z gruntu złych, zbrodniczych i tak, jak są one wytworem geniuszu człowieka, tak są najczęściej – choć gdybym był pozbawiony nadziei, powinienem bym napisać, że zawsze – deformowane również przez nich, chyba że coś jest chore od chwili poczęcia, tak jak to miało miejsce w wypadku II Rzeczypospolitej, która nie przyszła na świat w sposób naturalny, a na skutek zdarzeń przypominających pod wieloma względami zapłodnienie in vitro…

……………………………………………………………………….

…i tak, jak ja, wiedzą o tym również w Moskwie, Berlinie, Paryżu, Londynie a i w Washingtonie też, że nie wspomnę o Pekinie, co jest oczywiście istotniejsze dla przyszłych losów nadwiślańskiej prowincji od mojego pisania sobie a muzom o czym, kto, jak kto, ale były szef tubylczego MSZ powinien wiedzieć…

… i nie szczycić się odmową** oczekiwanych przez Litwinów przeprosin za godny potępienia wyczyn tandemu Piłsudzki – Żeligowski wpisując się tym w iście „kabaretowy” ciąg zdarzeń mających miejsce w Pospolitej darowanej odpadom po bywszym PRLu  przez możnych tego świata w – okazuje się, złudnej – nadziei docenienia tego faktu łaski pańskiej uczynionemu wbrew rozsądkowi i doświadczeniu…

*  wiele jest historii ohydnych, strasznych i jakże odległych od wizerunku szlachetnego, dzielnego Polaka – który to „za naszych i waszych” chętnie cudze życie odda, a już szczególnie chętnie życie Ukraińca, Czecha, Rosjanina, Litwina, ba, rodaka swojego – które powinny spoczywać w mogile głębokiej, nie oznaczonej, porosłej trawą i pokrzywą…

…ale jeśli ktoś kopał piłkę na cmentarzach w szczenięcych latach, to dorosłym będąc nie zauważa ich szczególnego znaczenia w życiu ludzi, wspólnot, narodów w końcu i ich wzajemnych relacjach, płacąc za to, prędzej czy później, słony rachunek…

** w wywiadzie pomieszczonym w poczytnej gazatce z dnia 11 września ‘09 w odpowiedzi na pytanie “Jak odebrał pan upadek imperium sowieckiego w grudniu 1991 r.?”