Archiwum z kwiecień, 2007

Prapoczątki, praprzyczyny…

kwiecień 29, 2007

Jeżeli pan Passent jest be, a wicepremier skazany prawomocnym wyrokiem za pospolite przestępstwo jest cacy i autorytet, to Ty Słodki Kwiatuszku pakuj graty i jedź do Konga. To praworządny kraj.

(……………………………..paragraf 22…………………….)

Jest taka piosenka śliczna:

„ Gdzie ci chłopcy z tamtych lat?..”

Może w końcu uwierzysz że ten etos to mit i poezja?

„Trza żyć”- mawiał pewien dyrektor kombinatu. I taka to jest historia.

 

Miara czasu? No, może cztery, pięć lat jak procesy są dynamiczne, ale pewniej jest posługiwać się miarą jednej dekady. W tym czasie przemiany sięgają na tyle głęboko, że można w miarę wiarygodnie ocenić ich skutki…

’67 zaczął dojrzewać gdzieś w okolicach ’59 roku. Skończył się zamordyzm stalinowski i „inteligencja” z awansu posadzona za biurkami urzędów, fabryk i uczelni poczęła rozglądać się za możliwościami zaspokojenia niedosytu..

Dyskomfort miał swoje źródła w tym, że obok nich funkcjonowała – stosunkowo nieliczna, ale dynamiczna – grupa przedwojennej inteligencji w przeważającej mierze pochodzenia żydowskiego. Odmienne normy i formy życia towarzyskiego i zawodowego potęgowały uczucie braku spełnienia wśród t.z. „inteligencji pracującej”…

Jak widzisz Kwiatuszku, z definicji przyjmowano rozróżnienie na naszych i tamtych, nie do końca określonych, nie nazwanych po nazwisku, ale ci „pracujący” wiedzieli, że tamci, to ”nie pracujący”, a powinnaś wiedzieć, że nie pracować w tamtych latach da się porównać do uprawiania seksu w kościele podczas podniesienia w czasach dzisiejszych…

Nie, a już na pewno nie w odniesieniu do przemian społecznych. W czystej postaci spisek jako siła sprawcza rzadko występuje w przyrodzie. Tu można mówić o wspólnocie duchowej, instynkcie swoistym dla gatunku. Jak te ławice śledzi: W prawo, w lewo, nie wiadomo dlaczego i akurat w tej a nie innej chwili.

Stało się. ’67 to już historia pogrążona w mroku, nie zdefiniowana, nie opisana, nie zbadana, bo i przez kogo miała by być przeanalizowana? Słyszałaś o zbrodniarzu, który był by jednocześnie koronerem ? Tego nawet w Hollywoodzie jeszcze nie nakręcili (?).

Przez kilka dekad jakoś szło. Dzieci pokończyły uczelnie, na świat przyszły wnuki, inteligencja pracująca okrzepła i pozbyła się zbędnego przymiotnika. Oby tylko jego…

Z czasem przewartościowano normy etyczne i moralne. Dopasowano je na miarę potrzeb i możliwości…

Teraz przyszło zbierać plony: Odbieranie emerytur, wyrzucanie z pracy, tworzenie permanentnego stanu zagrożenia, kryminaliści w ławach sejmowych, kwestionowanie kompetencji fundamentalnych dla istnienia państwa instytucji…

A może to właśnie jest Boska sprawiedliwość ? Nie wiem Kwiatuszku, nie wiem…

Ach tak, wyjechałaś Kwiatuszku…

kwiecień 23, 2007

Ach tak! Zapomniałem. Jedziesz do Lozanny? No tak, mówiłaś… Jakoś umknęło mojej uwadze to, że nie prowadzisz już tej polskiej „firemki”. Ale zabawa była przednia? Jestem pewien, że tak było.

Nic nowego pod słońcem. W latach siedemdziesiątych podobne problemy mieli Japończycy uruchamiając produkcję w Anglii. Różnice kulturowe. Przeszkoda właściwie nie do pokonania.

Wiosną Lozanna jest urocza. Wiosną i jesienią. Uściskaj Joannę jak ją spotkasz. Prawdopodobnie poprosi byś poszła z nią na bulwar pospacerować. Pamiętaj: Trzymaj ją za rękę. To lubi. Jest bardziej zmysłowa niż fizyczna – tak na marginesie.

Zapach tamaryndu

kwiecień 21, 2007

…Relatywizm prawa:

Ci, co aresztowali, a potem skazali złodzieja posługiwali się kodeksem. Po latach okazało się, że złodziej to patriota, a sędzia to kat. Przesłanka? Kara niewspółmierna do winy ( w rzeczywistości posunięto się dalej, złodziej został zrehabilitowany, skarb państwa wypłacił odszkodowanie jego rodzinie, uznano, że okradanie państwowego sklepu, czyli, wtedy, sklepu reżimowego, było gestem patriotycznym, a nie pospolitym złodziejstwem).

Prawo to duch i litera. Podmiot i przedmiot. Fundament. Mylenie kodeksu z dekalogiem jest niebezpieczne, bo demoralizujące…

Z upływem czasu taka postawa eliminuje zachowania etyczne, zastępując je niczym nie skrępowaną dowolnością w ocenach.

Banał Kwiatuszku: Wolność to umiejętność samoograniczenia.

Dobranoc Śliczności! Krążę po pokoju tropiąc snujące się jeszcze tu i tam pasemka zapachu tamaryndu, którym tak szczodrze obdarowywałaś mnie kilka godzin temu. Będę śnić o Twoim powrocie, może tym razem pod postacią słonecznego promyka? Rano, rano, jak najraniej!

 

Uzupełnienie:

W czasie pisania tego komentarza miałem takie, a nie inne informacje. Ostatnio przeczytałem, że fakt kradzieży nie został jednak zakwestionowany przez sąd, w związku z czym, sąd nie uznał roszczeń majątkowych rodziny złodzieja.

Pozostaje kwestia surowości wyroku. Cóż, pewnie był on polityczny, tak jak dziś ewidentnie politycznymi są spektakularne aresztowania lekarzy… Ale to domena prokuratury, nie sądu. Drobiazgi, a pozwalają na szczyptę optymizmu i nadziei.