Nie minęło sporo latek, a już w kuluarach brukselskich zaczyna pojawiać się widmo spóźnionej refleksji: Jezu, po co nam to było!
Może to był ’82 albo ’83? Na końcu którejś z małych uliczek prowadzących ku tajemniczej zieleni Grunewaldu siedzieliśmy z Jorgiem i panem S. na tarasie małego domku. Pamiętam, że w oddali widziałem fragmenty zameczku myśliwskiego i -tego nie jestem pewien- odrobinę błękitu Grunewaldsee. Kim był Jorg i co to za tajemniczy S.? Może kiedyś o tym napisze, dziś mogę tylko dodać, że łączyły nas wspólne zainteresowania natury ogólnej. Wszyscy trzej, tak jak i reszta naszych, wspólnych znajomych, mieliśmy pracę lekką i przyjemną. Głównie zajmowaliśmy się rozważaniami w rodzaju: co ma piernik do wiatraka, a jeśli już coś ma, to jakie korzyści może z tego faktu czerpać… No, powiedzmy, Pekin.
W pewnej chwili pan S. zapytał:
-A co by się stało, Jorg, gdyby nagle zniknął Mur?
Jorg bez chwili zastanowienia odpowiedział:
-Dziwki na Potsdamerstraße straciłyby prace.
Nie muszę chyba dodawać, że po jakimś czasie tak się właśnie stało.
Gaworzyliśmy potem, rozwijając ten -w tamtym czasie wydawało się, absurdalny wątek- i zeszło nam na tym do zachodu słońca. Wszystko jakoś sensownie się poukładało, poza jednym:
-Co z tą Polską? -biadolił Jorg.
Pan S. uśmiechał się, nie starając się nawet – tym razem- ukryć, że zna odpowiedz.
-No to polej jeszcze Lu. -poprosił.
Rozlałem resztki alkoholu do szklaneczek. Pan S. sięgnął po swoją i nie czekając na nas, opróżnił jednym haustem.
-No to ja wam teraz powiem, co z tą Polską będzie dzieciaczki.
I powiedział…
Z polityką jest tak samo jak z kostką Rubika: Pokręcisz, pokręcisz i jak wiesz, dokąd zmierzasz, to dojdziesz. Chińczycy uważają, że ostateczne konsekwencje rewolucji francuskiej będą znane gdzieś za trzysta, czterysta lat…
Domyślam się Kwiatuszku, ze jesteś ciekawa, co to takiego powiedział pan S.? Twoją ciekawość zaspokoję tak: Ci, co dzisiaj zatrudniają się w Intelu, Google… Biedaczyska, nie spłacą zaciągniętych kredytów, chyba, że będzie to zadłużenie krótko terminowe, powiedzmy takie na pięć lat. Może z małym plusem te pięć. Starczy!
Wymyśliłem już sobie następny tytuł:
„Piczka fatyguje się na wojnę z Rosją.” Dobre? Napisz, że dobre, napisz Kwiatuszku… Puszek w drodze do Ameryki, a mnie już smutno i samotnie.