…obowiązek nie zwalnia z odpowiedzialności, przeciwnie, odpowiedzialność jest częścią obowiązku i odwrotnie.
Nie słuchaj więc nawoływań politycznych awanturników, idiotów obleczonych w powagę urzędniczych funkcji i innych, samozwańczych autorytetów, do obowiązkowego udziału w wyborach, bez Twojej bowiem obecności przy urnie wyborczej oni nie istnieją, znikają jak koszmar senny znika w świetle dnia.
Wybory to –po pierwsze- odpowiedzialność, potem obowiązek.
Bywają takie okoliczności w dziejach narodu, które zobowiązują wręcz do ignorowania konstytucyjnych procedur. Jest to właściwie jedyny, pokojowy i skuteczny sposób dobitnego wyartykułowania społecznej opinii o politykach. Im w końcu jest obojętne jak zagłosujesz, tak jak jest im obojętne w jakiej partii akurat są, ważne byś oddał głos, możesz nawet oddać głos nieważny, byle by był…
To oczywiste, że ktoś będzie głosował, ale nawet skończony kretyn wybrany przez garstkę obywateli będzie ograniczony w sprawowaniu władzy świadomością istnienia –wyrażonego absencją wyborczą- totalnego, sytuacyjnego, obywatelskiego indyferentyzmu politycznego.
Kilkadziesiąt lat temu taka postawa obywatelska była „odrobinę” ryzykowna, mogła bowiem sprowokować niekorzystny dla losów państwa ciąg zdarzeń, dziś może tylko przyspieszyć nieuchronne, pozytywne dla obywateli Zjednoczonej Europy zmiany…