Archiwum z wrzesień, 2007

…wybory to –po pierwsze- odpowiedzialność, potem obowiązek…

wrzesień 28, 2007

…obowiązek nie zwalnia z odpowiedzialności, przeciwnie, odpowiedzialność jest częścią obowiązku i odwrotnie.

Nie słuchaj więc nawoływań politycznych awanturników, idiotów obleczonych w powagę urzędniczych funkcji i innych, samozwańczych autorytetów, do obowiązkowego udziału w wyborach, bez Twojej bowiem obecności przy urnie wyborczej oni nie istnieją, znikają jak koszmar senny znika w świetle dnia.

Wybory to –po pierwsze- odpowiedzialność, potem obowiązek.

Bywają takie okoliczności w dziejach narodu, które zobowiązują wręcz do ignorowania konstytucyjnych procedur. Jest to właściwie jedyny, pokojowy i skuteczny sposób dobitnego wyartykułowania społecznej opinii o politykach. Im w końcu jest obojętne jak zagłosujesz, tak jak jest im obojętne w jakiej partii akurat są, ważne byś oddał głos, możesz nawet oddać głos nieważny, byle by był…

To oczywiste, że ktoś będzie głosował, ale nawet skończony kretyn wybrany przez garstkę obywateli będzie ograniczony w sprawowaniu władzy świadomością istnienia –wyrażonego absencją wyborczą- totalnego, sytuacyjnego, obywatelskiego indyferentyzmu politycznego.

Kilkadziesiąt lat temu taka postawa obywatelska była „odrobinę” ryzykowna, mogła bowiem sprowokować niekorzystny dla losów państwa ciąg zdarzeń, dziś może tylko przyspieszyć nieuchronne, pozytywne dla obywateli Zjednoczonej Europy zmiany…

…to oni są Polską, Ojczyzną bez numeru…

wrzesień 28, 2007

Kwiatuszku, a co tu pisać? Nie ma polityków, nie ma polityki…

To co jest?

Są małe ojczyzny, miasteczka, gminy, powiaty, regiony… Zdziwiona?

Jak zawsze wszystko jest dziecinnie proste:

To druga strona medalu: Miliony krzątających się od rana Ew, Janków, Krystyn, Zoś… Piękne, godne pędzla mistrzów obrazki troskliwych mam i –co mnie szczególnie raduje i zadziwia- tatusiów tulących swoje pociechy w ramionach. Nie ma nic piękniejszego, jak widok takiego ”łysola”, odrobinę podrobionego sterydami z maluszkiem-okruszkiem w ramionach! To oni są Polską, Ojczyzną bez numeru, normalną, pracowitą, pełną ciepła i miłości. Patrząc na nich jestem pewien, że będzie jakieś „jutro”, może nie od razu doskonałe, ale będzie.

Dobrze, -powiesz- a cała reszta, to „coś” zwane sferą życia publicznego?

Proszę bardzo:

Mam zaszczyt znać Panią Dyrektor szkoły, która w trybie dyscyplinarnym zwolniła z pracy księdza. Molestował? Pedofil? Nie, nie, to kompetencje prokuratury, która takie drobiazgi najczęściej umarza z powodu znikomej szkodliwości czynu… To bydle przyszło do szkoły pijane w trupa, a to kompetencje Pani Dyrektor. Wywaliła –zdawało by się nietykalną- swołocz i kropka. Pewnie, wzywały Ją potem „na dywanik” jakieś dupki i –oczywiście- nie wygrała następnego konkursu, ale ma się dobrze.

Druga strona medalu: Prezydent Państwa pozwala poniżać swoją żonę jakiejś zakonnej kreaturze. Bez komentarza.

W końcu sama wiesz najlepiej jaki wpływ na Twoje życie prywatne i zawodowe ma to, kto akurat nocuje w hotelu sejmowym, albo siedzibie państwowej części ciała: Żaden, i to są plusy globalnej wioski, albo ,jeśli wolisz, wspólnej Europy.

…dała „Rzeczypospolita” i „Gazeta Wyborcza”

wrzesień 18, 2007

Czapki z głów ! Nie, nie w dowód uznania –pampers, to pampers, nawet, jeśli jest redaktorem, albo prokuratorem- czapki z głów dla ochłody porażonych elektryzującą wiadomością mózgów:

Pan K. nieprzyzwoicie bogaty obywatel gromnicznej, zatrzymał się właśnie w Zurychu i, jak by tego było mało, to w samym centrum i do tego w luksusowym hotelu. Koniec wiadomości? Skądże! Pampers manipuluje dalej: Hotel, jak już wiemy, jest luksusowy, a pan K. wynajął w nim apartament numer 430 (to bardzo ważne, ten numer, pampers wmawia nam, że jest dobrze poinformowany, nie jakiś tam 213, ani 114, tylko właśnie 430). Czytelnik nie ma czasu na refleksję rodzaju: A gdzie właściwie miał by zatrzymać się nieprzyzwoicie bogaty pan K.? W przytułku Armii Zbawienia? Pampers ściemnia, informując, że wynajął, ale go tam w miniony weekend nie było (taki tani trik dla zagęszczenia atmosfery wokół pana K. Wynajął apartament w luksusowym hotelu, no i w nim nie siedzi. Śmierdząca sprawa czytelniku!).

Jeśli przywołamy w tym miejscu początek wiadomości, w którym pampers informuje nas, że pan K. przybył do tego, ślicznego, szwajcarskiego miasta, nie w zbożnych celach wpłaty kradzionych pieniędzy na tajne konto, tylko po to, by w tym helweckim mieście założyć kwaterę główną, to w przekonaniu redaktorów i ich zleceniodawców, pan K. „leży i kwiczy”, żaden, bowiem prawdziwy polak nie wybaczy takiego draństwa…

Żałosne…, Po co więc o tym piszę? Sam nie wiem, może, gdzieś w zakamarkach duszy, mam nadzieję, że jakiś pampers oprzytomnieje, uświadamiając sobie, że żyje na świecie jeszcze spora, znacząca statystycznie grupa ludzi, umiejących odróżnić rzetelne dziennikarstwo, od, zasługującej na pogardę, nieudacznej, tandetnej i w końcu aż śmiesznej partaninie dziennikarskiej, próbującej uchodzić… Właściwie, to nie wiadomo, za co.

(…dała „Rzeczypospolita” i „Gazeta Wyborcza”)

Do mojego sąsiada, muzułmanina…

wrzesień 16, 2007

Mój drogi muzułmaninie, znowu jakiś, drobny incydent wyprowadził twoich, wściekłych braci na ulice miast Europy. Maszerują wymachując białymi prześcieradłami i wołają, że ktoś tam jakiś akbar. Może coś pomyliłem, ale nie znam arabskiego, słyszałem jednak, że znowu straszycie nasze dzieci i staruszków.

Pozwól, że w związku z tym przypomnę ci coś, o czym ty i twoi współwyznawcy nie wiecie, albo próbujecie zapomnieć:

Przez setki lat rżnęliśmy wasze kobiety i młodszych braci, ścinaliśmy brodate główki waszych przywódców, ustanawialiśmy prawa, wyznaczaliśmy granice, jednym słowem byliśmy waszymi panami. Nie tylko zresztą waszymi. Biała rasa panowała nad całym światem. W końcu, jak już nie było czego wyżynać za oceanami i górami, na początku XX wieku zabraliśmy się za wyrzynanie samych siebie. Po pewnym czasie, liczonym milionami trupów, przyszła nam, białym, do głowy myśl, że to już chyba przesada i postanowiliśmy być dobrzy, ale jak wszystko, tak i to zrobiliśmy w mega skali: Dobry muzułmanin, murzyn i cała reszta: Prosimy, drzwi otwarte, gość w domu, Bóg w domu…

Może mogłoby być ślicznie, ale tym razem wam odbiło: Dopatrzyliście się w tym geście naszej słabości. Błąd Ali, błąd. Biali to nie wściekłe psy, biała rasa to Anioł Zagłady, Monstrum Zbrodni, Demon uśpiony teraz, zmęczony, opity krwią, nażarty…

Do czasu. Nikt nie wie, co Go obudzi: Może wysadzony, kolejny pociąg, może przypadkowa śmierć dziecka, a może tylko przejechany przez muzułmanina pies na jakiejś ulicy w Berlinie albo Amsterdamie.

Powiesz, że to niemożliwe, że odwołasz się do jakiegoś sądu, organizacji… Biedaczku, Demon nie mieszka w pałacu prezydenta, parlamencie, sądzie, czy też innej instytucji, nie mieszka w kodeksach, ani konstytucjach. On mieszka w naszych duszach, niezniszczalny, bo jego domem jest świadomość zbiorowa i uwierz, nie umarł w Norymberdze, ani gdziekolwiek indziej. Śpi i oby spał jak najdłużej, ale to tym razem zależy od ciebie i twoich kumpli w wyznaniu.

A cóż to za odkrycie?

wrzesień 16, 2007

Okazuje się, że coś takiego, jak dosadność językowa w sieci, może być nadspodziewanie efektywnym źródłem informacji socjologicznych, świadczących o rzeczywistym stanie umysłu społeczności.

Czego poszukują w sieci obywatele gromnicznej? Na pewno nie pojęć związanych z szeroko rozumianą kulturą, ekonomią, religią, czy -co odrobinę mnie zaskoczyło- polityką.

Jeśli napiszesz: „Pan X, osoba godna szacunku…” żadnej reakcji, ale jeśli napiszesz: „Ten w…j….p… X, to po chwili statystyki strony stają dęba, ale nawet pospolite wulgaryzmy mają się nijak do pojęć kojarzonych z perwersjami seksualnymi. Te dopiero mają wzięcie!

Któregoś dnia zweryfikowałem kilkanaście adresów IP i żaden nie prowadził pod „budkę z piwem”, były uniwersytety, kilka .gov.pl (jeden nawet z „górnej półki”), jakaś akademia i cała reszta mniej, lub bardziej prywatna.

A cóż to za odkrycie? -ktoś powie.

Pewnie, że żadne, ale, tak jakoś, smutno się robi człowiekowi na duszy, jak coś takiego zobaczy na własne oczy.

Przez tysiące lat sfera erotycznych marzeń, pragnień, rojeń i praktyk aspirowała do miana sztuki. Bywało, że się nią stawała, bywało, że poprzestawała tylko na misterium. Dziś jest niczym więcej, jak płynącą wartkim nurtem, poprzez umysły popaprańców cywilizacyjnych, rzeką odchodów.

nielicencjonowana mutacja Barbie na salonach…

wrzesień 15, 2007

Państwowa część ciała zafundowała sobie nowy gadżet: Regionalną mutację nieśmiertelnej Barbie. Dżentelmeni o gustach nie dyskutują, i ja nie będę, postanowiłem bowiem przez chwilę pobyć kimś takim.

Wydarzenie to jednak przypomniało mi nauki Gołąbeczki:

„Staraj się zawsze wyglądać dobrze, ale jak nie masz nic do powiedzenia, to lepiej siedź cicho.”

 

Poza protokółem: Moje Panie, reprezentujące szerokie spektrum preferencji seksualnych, stwierdziły zgodnie, że ten model laleczki na pewno żadnej z nich nie reprezentuje.

Polak potrafi…

wrzesień 14, 2007

Będzie klawo, wszyscy po równo. – powiedziała państwowa część ciała.

Czyli w sumie gówno. – odpowiadała Gołąbeczka słysząc takie obietnice pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku.

I, jak zawsze, miała rację, a ja popadam w bezgraniczne zadziwienie, widząc stada idiotów, co w to jednak wierzą, ale –widać- Polak naprawdę wiele potrafi, bez problemu wytycza nowe granice zidiocenia, no i – jakże by mogło być inaczej- w cuda wierzy.

Ponoć wiara przenosi góry, tylko można przy tym dostać ruptury. -a jakże, to też Gołąbeczka.

fajnie mówić prawdę…

wrzesień 12, 2007

Pokolenia odchodzą, pokolenia przychodzą…

Stajesz przed lustrem, patrzysz na naznaczoną piętnem przemijania twarz faceta z tamtej strony i rzucasz nieme:

-No i jak Lu?

Tamten łypie załzawionym oczkiem.

-Jakiś problem? –pyta.

-Zaraz problem, tak sobie, przez grzeczność. –odpowiadam, machając gałązką oliwną.

Przekrzywia głowę, jakby chciał popatrzeć na mnie z boku.

-Dobra, nawijaj stara pierdoło.

Coś się temu w lustrze popieprzyło. Próbuje żyć własnym życiem.

Kto właściwie pisze tego bloga, on czy ja?

-No, jak to właściwie jest?

Nie odpowiada…

Kwiatuszek korporacyjny miał wykład dla prezesów. O portach.

-Powiedz im prawdę. –zaproponowałem.

Było kolorowo, stereofonicznie i laserowo. Po kilku tygodniach dostała propozycję od Xa. W samą porę, bo to, co miała, okazało się mało zabawne, ale dobrze, że spróbowała, teraz już wie, że czasami warto słuchać starszych.

I jak? –zapytałem przy okazji.

-Fajnie mówić prawdę. –odpowiedziała.

-Popatrz Lu, no popatrz. –pociągnęła mnie w stronę okna.

-No… Ten granatowy?

-A widzisz, od razu zgadłeś! –zaszczebiotała cmokając mnie w policzek.

Po chwili:

-Chcesz, to sobie pojedziemy?

Popatrzyłem na jej sprane dżinsy.

-Oj Lu, przecież wiem! – i podbiegła do szafy.

-Tą, a może tą?

Pokręciłem przecząco głową. W oczach Kwiatuszka zamigotały iskierki rozbawienia.

Jej, Lu! – sięgnęła po tą, którą lubiłem.

Pojechaliśmy.

…kompetentna miała orgazm…

wrzesień 10, 2007

Prędzej uwierzę w to, że kompetentna miała kiedykolwiek w życiu orgazm, niż w to, że Benek Apostoł nie wie komu daje łapkę do potrzymania. Ale…

Cóż, faceci w sukienkach nie mają wyboru, ich sfera wpływów kurczy się, jak wacek po wytrysku, czyli, co wiedzą rozgoryczone za każdym razem żony i kochanki, szybko, za szybko.

Już nawet –wydawałoby się w tak skończenie katolickiej- Brazylii, od emanacji żądają paszportu, słusznie argumentując taki wybryk i afront tym, że Brazylia, to nie „Toy-toy” stojący na rozdrożu, tylko państwo z procedurami obowiązującymi wszystkich bez wyjątku, nawet tych, którym wydaje się , że są wyjątkowi, dlatego, w myśl zasady „lepszy cyc niż nic”, trzecia płeć robi, co tylko może, by zachować wschodnią prowincję jako niezbywalne lenno administratorów jedynie słusznego wyznania. Co nie uchodziło w krajach Europy i Ameryki, ujdzie w gromnicznej, ba, zostanie przyjęte z wdzięcznością, jako dar boży.

Zasłyszane:

-Panie, przed wojną, to był Rydz, Śmigły i do tego marszałek. A dziś… (tu facet machnął ręką i splunął) -E tam, szkoda gadać!

…taka europejska równina Sahel.

wrzesień 10, 2007

Scenariusz? Jaki scenariusz mam pisać? Czy ja to –za przeproszeniem- jakiś członek związku literatów z 50% odpisem od podatku jestem? Chcesz wiedzieć, Pampersiku, to zapytaj przeciętnie zaangażowanego politycznie przedszkolaka, a usłyszysz coś w tym rodzaju:

Konusy powinny wygrać wybory. Tak, cukiereczku, cała władza kurdupelkom. Potem to już będzie sam miodzik:

Po kilku, lub kilkunastu miesiącach – przy wsparciu finansowym, legislacyjnym i politycznym Brukseli- Pomorze, Górny i Dolny Śląsk, Wielkopolska i Małopolska, załatwią sobie niezależność w ramach autonomii, a to, co pozostanie, będzie tym, czym teraz jest cały kraj, czyli prowincją wschodnią, wyludnioną z czasem, porosłą chwastami równiną, hen, aż do Bugu. Taka europejska równina Sahel: Tu kózka, tam krzaczek, w glinianej chatce klęczący, pogrążony w modlitwie nieboraczek…

I po ptakach.