…Pewnie, że zrządzeniem losu jestem w korzystniejszej sytuacji od Ciebie i Twoich rówieśników. Wasz sposób postrzegania rzeczywistości politycznej został ukształtowany wydarzeniami ostatnich kilkunastu lat i dlatego przyjmujecie, że to, co jest, nie jest może doskonałe, ale mieści się w normie.
Problem w tym, że nie mieści się ani w granicach poprawności politycznej, ani w jakichkolwiek innych.
Przykładów na to można by było przytaczać bez liku, począwszy od łatwości, z jaką ta hołota zmienia przynależność do partii (czyli w końcu ideologii), a skończywszy na nawoływaniu do podporządkowywania prawa idei interesu narodowego, czyli w tym przypadku do rządów motłochu, bowiem każdy przedszkolak wie, że to prawo jest fundamentem państwa i chroni jego interesy w skali makro i mikro.
Podporządkować (dostosować, dopasować) prawo można tylko w jeden sposób: Zmienić je. Wszystko inne, to anarchia (w pojmowaniu potocznym tego pojęcia)…
Pojęcie elit, jak i inne kategorie społeczne (klasa średnia, pospólstwo…) to nie puste opakowania. To „coś” wypełnione jest po brzegi treścią… Gdzieś, tam, za rzekami i górami, tylko nie u nas. W Polsce to perfum Boss, marynara Armani, gablota terenowa, kolumienki i plastikowe fontanny, tytuł profesora, gabinet dyrektora, posłowanie, zarządzanie… Jednym słowem sranie w banie.
Dlaczego? Pisałem już o tym: Pustka po ’45 roku wypełniona ocalałym z pożogi wojny pospólstwem małomiasteczkowym i innymi odpadami społecznymi.
Wiem, nie spieszy się człowiek do gmerania w rodzinnych papierach, ale może właśnie od tego należało by rozpocząć narodową lustrację?
Konteksty nadchodzących wyborów? Istnieją granice tolerancji. Ja do swoich dotarłem. Jeśli je przekroczę…
Co, jeśli? Wiem, że ich nie przekroczę, chroni mnie przed tym samobójczym krokiem bagaż doświadczeń i to są uroki wieku więcej niż dojrzałego…