Archiwum z październik, 2007

…taki tam, przyczynek historyczny z cyklu…

październik 26, 2007

…kiedy po pierwszej wojnie światowej polska administracja obejmowała we władanie Pomorze, witana była kwiatami. Było miło i uroczyście, lecz radość nie trwała długo. W dzień po uroczystościach, mieszkańcy Przymorza i Kaszub odkryli ze zdumieniem nie znaną im pod zaborem pruskim instytucję urzędniczego haraczu ( po naszemu korupcję). Importowani z centralnej Polski, pierwszej wody patrioci, wielbiciele Piłsudzkiego, Dmowskiego i co tam jeszcze było (po naszemu prawdziwi polacy) wyciągali łapy na lewo i prawo, drwiąc na potęgę z tubylców nie znających „kulturalnych manier i zachowań”, i tak już zostało na wiele dziesięcioleci: Tubylcy z Pomorza, rasa niższa dla przedstawicieli narodu wybranego, co to na cały świat słynie z przymiotów ducha, mądrości i waleczności…

Taki tam, przyczynek historyczny z cyklu „Jezu, Maryja, ratuj się, kto może, polskie porządki nadchodzą !”

“…tylko@niegłosuje… “

październik 20, 2007

 

Popatrz pan, redaktorku, zwierze, a swój rozum ma… Póki co, łuczywo, to łuczywo, 100 watowy OSRAM jaśniej świeci.

…na marginesie kolejnej debaty w wyścigu do koryta…

październik 16, 2007

Stara to prawda: Kto w dzieciństwie szlifował bruki, potyka się potem na parkiecie. Aż żal patrzeć…

Ale nie o tym, tylko o przymusie będzie: Albo ten parweniusz rżnie głupa, albo nim faktycznie jest, nie wyobrażam sobie bowiem, że po tylu latach „obracania się w sferach zbliżonych do regałów z teczkami” można nie znać prawdy historycznej, choćby w przybliżeniu, i głosić z uporem maniaka tezy o zasługującym na napiętnowanie (zlustrowanie) niecnym procederze wiadomych służb, zmuszania rodaków do pisania donosów na współbraci.

Jak wspominają moi przyjaciele, jedną z niedogodności pracy w resorcie był codzienny kontakt z płynącym przez lata strumieniem donosów pisanych „z potrzeby serca, w trosce o…” przez obywateli PRLu. Było tego tyle, że ho, ho! A nawet więcej. Pisały sprzątaczki, pisali profesorowie, docenci (częściej), nauczyciele, rolnicy, fizyczni i umysłowi… Przez dziesięciolecia nie było właściwie potrzeby werbowania –a tym bardziej przymuszania- kogokolwiek do współpracy. Kwitł wolontariat, i to jak!

I było by nawet fajnie, gdyby nie to, że trzeba było to wszystko czytać, posegregować, sklasyfikować… Mijało wiele czasu nim człowiek się z tym szambem oswoił i śnił sny bez koszmarów.

Statystyka? Przesadą było by stwierdzenie, że donosili „ wszyscy”, ale jak na społeczność „urodzonych opozycjonistów” było tego ciut za dużo. Na tyle dużo, by delikatnie zwrócić uwagę co poniektórym na to, czy aby są pewni, że znają dobrze życiorysy swoich rodziców i dziadków.

Takie choćby Góry Sowie: Piękne! Ile w nich wdzięku, szmeru potoków, gry świateł i cieni, ile mrocznych zakamarków i nie odkrytych tajemnic… Jaki to ma związek z prawdą historyczną? Żaden, tak sobie piszę, jak to na blogu, o ile dobrze rozumiem istotę tego zjawiska.

…hot nius!

październik 15, 2007

Po wizycie połowy jaja w Berlinie Kanclerz Niemiec, pani Angela Merkel oświadczyła właśnie, że „rura bałtycka” będzie. Ba, to nie wszystko: Stwierdziła, że jest ona politycznie słuszna i jak trzeba będzie, to kasa państwowa dołoży.

Tłumacząc to na język bardziej zrozumiały dla prawdziwych polaków wybierających się właśnie do urn, znaczy to tyle co: Polska jest czarną dziurą na mapie Europy.

Załączam kondolencje dyplomatyczne dla popaprańców politycznych i kompetentnej.

Dozoba w Brukseli !

…nekrolog błazna…

październik 15, 2007

Zaścianek dziennikarski –tak jak i cała reszta życia publicznego- pogubił się w nowej rzeczywistości. Barany i owce bez pasterza –fundamentu zasad i norm- błądzą po połoninie informacyjnej, pobekując to o tym, to o tamtym, w złudnym przekonaniu nadzwyczajnej wartości swojego runa, oblepionego przyschniętym gównem dyspozycyjności a to względem naczelnego, a to właściciela, a to jakiejś politycznej mendy akurat będącej przy korycie.

Kreując swoje telewizyjne wizerunki nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że dla włączającego telewizor są niczym innym, jak jeszcze jednym Jasiem Fasolą przegrywającym za każdym razem z orginałem.

Popytaj Kwiatuszku dlaczego ten czy ów ogląda program tego lub owego, a usłyszysz, że dla jaj, dla hecy…

Z takiego poziomu percepcji daleka droga na piedestał autorytetu i poważania na którym zasiadali dziennikarze poprzedniej epoki, otoczeni powszechną sympatią i szacunkiem, co z kolei mobilizowało ich do niekończących się harców i potyczek z ówczesną rzeczywistością polityczną, w końcu o wiele groźniejszą od współczesnych, żałosnych karykatur mężów stanu i kolejnych wcieleń Pospolitej.

Wtedy „zdjąć” X bądź Y z anteny lub zakazać publikacji, to było coś!

Dziś błazen zastępuje błazna właściwie za aprobatą gawiedzi, znudzonej już ogranymi numerami utrąconego. Wzrasta oglądalność, a przecież o to w końcu chodzi.

…obsrajmurki i II Program Polskiego Radia

październik 14, 2007

Dzięki Bogu globalna wioska to jednak kawałek świata, czego nowi redaktorzy II Programu Polskiego Radia starają się nie zauważać, dlatego pozostaną tym, czym są: Obsrajmurkami, bezsilnymi w swoich próbach skalania muzycznego kanonu.

Słuchacze tej rozgłośni to około 2 miliony osób o określonych gustach muzycznych, do tego potrafiących dokonywać samodzielnych wyborów bez oglądania się na mody i trendy. Jak w innych, tak i w tej sytuacji mutantom cywilizacyjnym spędza to sen z powiek i robią, co mogą by uprzykrzyć życie „tym odmieńcom”, serwując na antenie niekończące się prezentacje niby twórców niby muzyki.

I w zasadzie mam to w ”głębokim poważaniu”, jest tylko jedno „ale”: Jestem zmuszony utrzymywać tych, z politycznego klucza zatrudnionych, darmozjadów płacąc abonament, nie ma bowiem możliwości (prostych) by wyrejestrować odbiornik radiowy, który zamierzam wynieść na śmietnik. No dobrze, niech będzie, ale niech wiedzą, że nic za friko: W zamian za przymus utrzymywania hołoty, którą pogardzam, rezerwuję sobie prawo do obdarowywania ich -od czasu do czasu- bukietem inwektyw. Na razie tak ogólnie, z czasem posikam sobie imiennie, bo jak mawiała moja Gołąbeczka:

„Wkurwiać to my, a nie nas…”

…jak lubisz „ostrą jazdę” poczytaj Laclosa…

październik 11, 2007

…przez wieki Polska była krajem wielonarodowym, bogatym zbiorem różnych kultur i religii…

Los sprawił, że po ’45 roku ubiegłego wieku pozostaliśmy sami i to też –by dopełnić czarę nieszczęść- niezbyt kompletni, pozbawieni spoiwa i siły napędowej, jaką jest klasa średnia i wyższa (w szerokim spektrum tych pojęć).

Kilka dekad przetrwaliśmy w zasadzie dzięki temu, że mocarstwo, w którego sferze bezpośrednich wpływów przyszło nam się znaleźć, dostarczyło gotowych schematów organizacyjnych i procedur gwarantujących w miarę efektywne funkcjonowanie państwa.

Po stosunkowo krótkim okresie małego zamieszania, spowodowanego gwałtownym procesem masowego awansu społecznego z lat ’47-57 ton życiu społecznemu zaczęła nadawać nieliczna statystycznie, ale dynamiczna grupa ocalałej z pożogi wojennej inteligencji. To oni narzucali pozostałym normy i zasady w życiu zawodowym i prywatnym.

Z czasem, naturalną koleją rzeczy ich miejsce zajmowali może jeszcze nie do końca mutanci, ale jakieś ogniwo pośrednie pomiędzy tym, co było, a tym, co mamy dzisiaj. Powoli forma zastępowała treść. Dominować zaczęły erzace. W nauce, sztuce no i oczywiście polityce, polityk bowiem, osoba publiczna, jest w aspekcie socjologicznym niczym innym, jak ekstraktem ducha społeczności, w jakiej funkcjonuje…

Rozejrzyj się Kwiatuszku dookoła, poczytaj blogi, odwiedź to i tamto forum, a potem pod milutkim kocykiem posłuchaj Mahlera, poczytaj Diderota, albo – jak lubisz „ostrą jazdę”- Laclosa… Inne światy, prawda? I tłumaczy w zasadzie wszystko.

…wybory: Wszystkie numerki już były. Gramy dalej?

październik 11, 2007

„…ważne żeby pójść na wybory, mniej ważne na kogo głosować…”

Takie i podobne pierdoły wypisują inteligenty z bożej łaski, obracając się w przestrzeni ogranych, czyli już nie aktualnych, pojęć w rodzaju „wewnętrzna emigracja…”.

Świadomie nie uczestnicząc w akcie wyborczym nigdzie nie emigruje, przeciwnie, manifestuję w ten sposób swoją obecność przez nieobecność. Wyrażam również skutecznie opinię nie o poszczególnych partiach, czy politykach, ale o całej klasie elit politycznych z awansu.

Dla jakości życia politycznego w Polsce bez znaczenia jest, kto wygra i będzie sprawował władzę, bowiem po ostatnich wyborach właściwie już wszyscy byli przy korycie i teraz to już tylko możesz, jako wyborca, brać udział w takim, wyborczym „Kole fortuny”. Wszystkie numerki już były. Gramy dalej?

Konsekwencje?

Znacząca statystycznie absencja wyborcza będzie odpowiedzią na Kmicicowe:

„Kończ pan, wstydu oszczędź…”

Potem będzie następny rozdział napisany –mam nadzieję- przez nie odkryte jeszcze talenty polityczne. No bo przecież –jak mówią w telewizorni- jesteśmy kurewsko* utalentowanym narodem i nikt nam nie podskoczy.

*(kiedyś wulgaryzm, dziś zwrot używany „na salonach” przez elity wszelkiej maści)

 

…oto Ojczyzna Twoja, Polska w świetle jupiterów…

październik 9, 2007

Dziewczynka żyje, dzielna kobieta otrzymała odszkodowanie za złamanie przez instytucje państwowe prawa… Gdzie tu problem?

W kasie Kwiatuszku, w kasie i zamanifestowaniu umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji. Bez „ojca” spowiednika, bez oglądania się na „jedynie słuszne słuszności”…

Oto Ojczyzna Twoja, Polska w świetle jupiterów: Krwiożercze watahy katolickich szakali gotowych zaszczuć na śmierć wybraną ofiarę. Nie odpuszczą. Razem, ramię w ramię hierarchowie i cerowane dziewice… Dlaczego?

Ze strachu Kwiatuszku, ze strachu. Ten spłachetek ziemi pomiędzy Odrą a Bugiem, to ostatni matecznik na całym tym, bożym świecie, katolickiego ciemnogrodu, więc będą tu walczyć do upadłego, wiedzeni niczym innym, jak stadnym instynktem zachowania zmutowanego gatunku, ślepi i głusi na finał argentyńskiego spektaklu… “Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie…” – gdzieś jest napisane, a że młyny Pana mielą powoli? Może, ale za to dokładnie.

Marginalia: Nie jestem biegły w katechezie i naukach teologicznych, ale hierarchom coś chyba nie przystoi, a już na pewno podżeganie do samosądów moralnych i linczu etycznego.

 

/…wręcz groteskowo brzmi w ustach dostojnika kościoła katolickiego w Polsce, troska o pieniądze wypłacone pokrzywdzonej z budżetu państwa, cóż, taka persona z urzędu hipokrytą jest…/

 

…konteksty nadchodzących wyborów…

październik 9, 2007

…Pewnie, że zrządzeniem losu jestem w korzystniejszej sytuacji od Ciebie i Twoich rówieśników. Wasz sposób postrzegania rzeczywistości politycznej został ukształtowany wydarzeniami ostatnich kilkunastu lat i dlatego przyjmujecie, że to, co jest, nie jest może doskonałe, ale mieści się w normie.

Problem w tym, że nie mieści się ani w granicach poprawności politycznej, ani w jakichkolwiek innych.

Przykładów na to można by było przytaczać bez liku, począwszy od łatwości, z jaką ta hołota zmienia przynależność do partii (czyli w końcu ideologii), a skończywszy na nawoływaniu do podporządkowywania prawa idei interesu narodowego, czyli w tym przypadku do rządów motłochu, bowiem każdy przedszkolak wie, że to prawo jest fundamentem państwa i chroni jego interesy w skali makro i mikro.

Podporządkować (dostosować, dopasować) prawo można tylko w jeden sposób: Zmienić je. Wszystko inne, to anarchia (w pojmowaniu potocznym tego pojęcia)…

Pojęcie elit, jak i inne kategorie społeczne (klasa średnia, pospólstwo…) to nie puste opakowania. To „coś” wypełnione jest po brzegi treścią… Gdzieś, tam, za rzekami i górami, tylko nie u nas. W Polsce to perfum Boss, marynara Armani, gablota terenowa, kolumienki i plastikowe fontanny, tytuł profesora, gabinet dyrektora, posłowanie, zarządzanie… Jednym słowem sranie w banie.

Dlaczego? Pisałem już o tym: Pustka po ’45 roku wypełniona ocalałym z pożogi wojny pospólstwem małomiasteczkowym i innymi odpadami społecznymi.

Wiem, nie spieszy się człowiek do gmerania w rodzinnych papierach, ale może właśnie od tego należało by rozpocząć narodową lustrację?

Konteksty nadchodzących wyborów? Istnieją granice tolerancji. Ja do swoich dotarłem. Jeśli je przekroczę…

Co, jeśli? Wiem, że ich nie przekroczę, chroni mnie przed tym samobójczym krokiem bagaż doświadczeń i to są uroki wieku więcej niż dojrzałego…