…na marginesie kolejnej debaty w wyścigu do koryta…

By Lu

Stara to prawda: Kto w dzieciństwie szlifował bruki, potyka się potem na parkiecie. Aż żal patrzeć…

Ale nie o tym, tylko o przymusie będzie: Albo ten parweniusz rżnie głupa, albo nim faktycznie jest, nie wyobrażam sobie bowiem, że po tylu latach „obracania się w sferach zbliżonych do regałów z teczkami” można nie znać prawdy historycznej, choćby w przybliżeniu, i głosić z uporem maniaka tezy o zasługującym na napiętnowanie (zlustrowanie) niecnym procederze wiadomych służb, zmuszania rodaków do pisania donosów na współbraci.

Jak wspominają moi przyjaciele, jedną z niedogodności pracy w resorcie był codzienny kontakt z płynącym przez lata strumieniem donosów pisanych „z potrzeby serca, w trosce o…” przez obywateli PRLu. Było tego tyle, że ho, ho! A nawet więcej. Pisały sprzątaczki, pisali profesorowie, docenci (częściej), nauczyciele, rolnicy, fizyczni i umysłowi… Przez dziesięciolecia nie było właściwie potrzeby werbowania –a tym bardziej przymuszania- kogokolwiek do współpracy. Kwitł wolontariat, i to jak!

I było by nawet fajnie, gdyby nie to, że trzeba było to wszystko czytać, posegregować, sklasyfikować… Mijało wiele czasu nim człowiek się z tym szambem oswoił i śnił sny bez koszmarów.

Statystyka? Przesadą było by stwierdzenie, że donosili „ wszyscy”, ale jak na społeczność „urodzonych opozycjonistów” było tego ciut za dużo. Na tyle dużo, by delikatnie zwrócić uwagę co poniektórym na to, czy aby są pewni, że znają dobrze życiorysy swoich rodziców i dziadków.

Takie choćby Góry Sowie: Piękne! Ile w nich wdzięku, szmeru potoków, gry świateł i cieni, ile mrocznych zakamarków i nie odkrytych tajemnic… Jaki to ma związek z prawdą historyczną? Żaden, tak sobie piszę, jak to na blogu, o ile dobrze rozumiem istotę tego zjawiska.

Tagi: ,