Archiwum z styczeń, 2008

…tak jest i z władzą: Jak daje, to się ją dyma…

styczeń 31, 2008

…z grą na giełdzie jest tak samo, jak z grą na instrumencie: Wirtuozem trzeba się urodzić.

Pewnie, można „się naumieć” i zostać magistrem, a z czasem nawet profesorem. Od czasu do czasu zagra taki nawet składnie jakiś kawałek, ale to wszystko, takie przysłowiowe „pięć minut” i na parkiecie i na estradzie.

Mit papiera: Ostatnio, co słucham jakiegoś jazzmeana z kręgu nowej tradycji, to musowo magister. No i gra jak magister ten jazz: Nie powiem, nutka za nutką, okrąglutkie, czyściutkie, wszystko w podręcznikowym czasie i stylu opisanym w encyklopedii. Forma prima, tylko bez treści, nie mówiąc już o spirycie, o tym, co jest duszą i sercem jazzu. Brzmi to wszystko jak pusty, kryształowy kieliszek: Dzyńńńń i po ptakach, magister piętuje do kasy i tyla.

Żaden z tego jazz, ani mean.

Skąd to wiem? Ze słuchu, kastrat to kastrat.

Mit kompetencji: Czerwone szelki. Czy ten, co faktycznie zarabia, nosi coś takiego?

Ale nie o tym miało być, tylko o władzy, z którą jest jak z seksem:

Jak ci kobitka nadstawia tyłeczek, to ją bzykasz, no nie?

Tak jest i z władzą: Jak daje, to się ją dyma.

Nie miło się robi, jak chętni do dymania ustawią się w kolejce, chyba że władza akurat tą odmianę seksu lubi, kto to w końcu wie… Z tym, że jeśli lubi, to proszę do burdelu z takimi upodobaniami, a nie do pałacu i na salony polityczne, bowiem dupa reprezentacyjna przestaje być obiektem prywatnym i rżnięcie takiej jest niczym innym, jak bara bara z najjaśniejszą pospolitą, co nie wychodzi ogółowi obywateli i przyszłości ich potomstwa na zdrowie…

…korniszony zawekowane pod celą za niewinność…

styczeń 30, 2008

…kuriozum goni kuriozum: O co ten, cały strajk celników? Nawet nie o szmal tym razem było, bowiem okazało się, że najważniejszym postulatem zielonych ludków, czyli korniszonów, jest zapis gwarantujący im pensje w czasie, jak będą zawekowane pod celą za niewinność, bowiem tak się przekłada na nasze zakaz natychmiastowego zwalniania korniszona z posadki, w wypadku złapania na gorącym uczynku.

Po mojemu to znaczy, że większość w tej służbie wie, co ich czeka i te parę miesięcy w śledztwie za państwowy grosik coś dla nich stanowi.

W końcu czemu nie?

Może być kryminalny poseł, może szemrany minister, umoczony sędzia, to czemu niby nie może celnik? Też przecież obywatel, no nie? I to nie jakiejś, komuszej P.R.L. tylko najjaśniejszej, wolnej w końcu od przymusów prawnych, dobrych obyczajów i przyzwoitości obywatelskiej, samodzierżawnej, pospolitej…

…za komunę, za dyplomy, za sranie po ścianie, za oddychanie…

styczeń 29, 2008

…”Na pozór…” taka piosenka jest, ale piosenka, to piosenka, a życie, to życie i jak tego, pampersy, nie wiecie, to na starość będziecie mieli cholernie pod górkę. Fiksacja przed wami i delirka, bowiem nie bez kozery napisane jest: „Na początku było słowo…”.

Słowa opisują, identyfikują, klasyfikują, wartościują…

Jeśli piszesz jeden z drugim „…mogło znaleźć się w rękach terrorystów…”, a już po przecinku kontynuujesz „…gdy uzbrojeni islamscy bojownicy…”, to nie jest to tekst dziennikarski, to werbalny koktajl, mieszanka wybuchowa, zamazywanie granic między dobrem i złem.

Mnożenie takich bezmyślnych zbitek rozmywa powoli obraz świata rzeczywistego i współtworzących go kryteriów. Nawet przepoczwarzone konotacje tracą swoje, wtórne znaczenia…

Ale to, takie, tam, marginalia…

Na twoje pytanie nie odpowiem, możesz to zrobić sam, jeśli prześledzisz ciąg wydarzeń i postaw swoich antenatów – no nie, nie od razu od bitwy pod Grunwaldem he, he, he! – powiedzmy, od czasu zdziczałego antysemityzmu, po budzące obrzydzenie wydarzenia ostatnich dni zadumy nad kruchością ludzkiego życia i smutku po śmierci tylu fajnych facetów.

Wszystko jest spójne, klarowne i konsekwentne: Żarcie, rwanie, rujnacja więzi społecznych i skarbu państwa:

Dać tym za tamto, owym za cóś innego. Lekarzom po 10, 15 tysięcy, górnikom po 20 (a czemu nie?)…

Tylko, panowie łapserdaki, jak dawać, to wszystkim po równo: Tym z lat terroru stalinowskiego też, i tym z Poznania, i tym, co to na msze chodzili, i tym, co jedli i pili…

Słowo „dać” i słowo „brać” to fundament na którym chwieje się na boki ta kurna chata zwana Polską.

-A jak nie dadzą, to sami weźmiemy, no nie, kurwa, rodaki? Za komunę, za dyplomy, za sranie po ścianie, za oddychanie…

…masturbacja foniczna, czyli erudycyjne porno na antenie Dwójki…

styczeń 27, 2008

…Dójka P.R. czyli niegdysiejszy, bardzo kulturalny i elitarny Program II P.R. przywitał mnie dziś rano żałosnym -co już stało się standardem dla tej rozgłośni- popisem „erudycyjnym” tandemu redakcyjnego siuśmajtka-pampers w temacie śmiechu:

Daruję sobie komentowanie braku choćby, szczątkowej, poprawności autoprezentacji antenowej… To już norma, jak kulki rozkoszy, których pobrzękiwanie słychać mimo szumów towarzyszących emisji…

…i tak do końca nie wiadomo, co to właściwie ma być, no, bo nawet przekąska duchowa, nie mówiąc już o uczcie, to na pewno nie jest…

Puszek twierdzi, że te kulki plus maligna niekontrolowanego słowotoku pustosłowia, to nic innego, jak foniczna masturbacja. Siuśmajtka jest z natury ekshibicjonistką i robi sobie dobrze w towarzystwie męskim w studio, potęgując doznania świadomością obecności przy odbiornikach słuchaczy…

A niech jej tam, tylko dlaczego za moje pieniądze?

…sęk nie w antysemityzmie, lecz w jego polskiej odmianie: Zdziczałym antysemityzmie…

styczeń 26, 2008

…w miejscu odosobnionym, tam, gdzie król chodzi piechotą natknąłem się na razgawor Aleksandry K. z Bożeną Szaynok -o, przepraszam- z doktór Bożeną Szaynok, pracującą, stypendystką i autorką.

Początek był zachęcający: „Gross-moralista…”, potem już nie za bardzo… No, może nie do końca tak: Tekst przyspieszył ruchy robaczkowe mojego jelita grubego, przez co proces fizjologiczny przebiegł sprawnie, wręcz komfortowo. Reszta, czyli satysfakcja intelektualna z treści ocen, osądów i twierdzeń wzmiankowanej Szaynok skłoniła mnie do tego, bym po powrocie do pokoju, zasiadł przy klawiaturze:

Dla statystycznego Żyda nie istnieje problem polskiego antysemityzmu, antysemityzm bowiem jest jedną z pierwszych, internacjonalistycznych idei, jeśli nie pierwszą, funkcjonującą od tysięcy lat w świadomości zamieszkującego Ziemię rodzaju ludzkiego i każdy Żyd przychodzi na świat z genetycznym zapisem faktu jej istnienia.

Istnieje natomiast problem z polską odmianą tej postawy, dający się streścić przymiotnikiem „zdziczały”.

Pan Gross nie pisze o antysemityzmie, pisze o polskim, zdziczałym antysemityzmie, czego polscy historycy skutecznie starają się nie zauważać.

Jako historyk, obywatelka Szaynok ma obowiązek przypominania nie tylko faktów istnienia takich, czy też innych okoliczności usprawiedliwiających obojętność Polaków na tragiczny los swoich sąsiadów, zgotowany im instytucjonalnie przez Niemców, Holokaust bowiem obejmował swoim zasięgiem całą, okupowaną Europę, wbrew jednak insynuacją nie tylko Szaynok, nie wyzwolił na zachód od Odry i na południe od Tatr barbarzyńskich zachowań Czechów, Włochów, Francuzów, Holendrów, Belgów…

Dla doktoryzowanego historyka powinno być oczywiste rozróżnianie jakości faktu, jego odniesienia do wzorca kulturowego i norm cywilizacyjnych obowiązujących w czasie i konkretnym miejscu*.

Stosowanie innej argumentacji tłumaczy oczywiście efektownie omawiane zjawisko, ale prowadzi do wniosków i ocen odwrotnych do zamierzonych.

Tak właśnie jest z dyskursami Kurtyki, Szaynok i im podobnych z panem Grossem…

  • jeśli celem polskich adwersarzy pana Grossa jest udowodnienie sobie i światu faktu nieeuropejskości nacji zamieszkującej terytorium pomiędzy Odrą a Bugiem, to zmierzają do niego bez pudła.

…może Ten, co nad nami, też jest melomanem?

styczeń 23, 2008

…pytasz o rzeczy piękne, wydarzenia wspaniałe Kwiatuszku?

Są, a jakże, bywają:

Choćby ostatnie wykonanie VI Mahlera pod batutą pana Semkowa w Filharmonii Warszawskiej. Orkiestra miała frajdę z grania, pan Semkow z dyrygowania, a słuchacze ze słuchania. Sama radość i przyjemność.

Zapomniałem już nawet o szumach słabego sygnału II Programu P.R. W pamięci przechowuję śliczności same i proszę o bis!

Co tam jakieś pampersy, siuśmajtki, donaldy i jednojajowe kaczory…

Jeśli tak potrafią zagrać w Wa-wie, i to nie byle co, tylko w końcu Malhera, to warto żyć i kochać świat takim, jakim jest.

…czasami puszczone samopas myśli znajdują odpowiedzi na pytania, zda się, bez odpowiedzi: Może sens II Wojny Światowej kryje się w tym, że pozwoliła ona, umożliwiła, Mistrzowi Furtwanglerowi tak zagrać Beethovena, Schuberta, Wagnera, jak zagrał w latach ’40-’45?

Może Ten, co nad nami, też jest melomanem? Odrobinę ekscentrycznym, nie liczącym się z kosztami koneserem?

Któż to w końcu wie…

…a słowo ciałem się stało i zostało między nami…

styczeń 21, 2008

…znasz to zapewnie Kwiatuszku: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia..?

Coś źle kliknąłem i trafiłem do szamba B. Rogalskiego. Onże, pogrążony po uszy w mentalnym gównie, widzi dookoła nic, tylko bezkresne przestrzenie łajna, co w tłumaczeniu na język zrozumiały dla prawdziwego polaka, przekłada się na stwierdzenie bezspornego faktu odbycia paszkwilanckiego stosunku pana Grossa z Najjaśniejszą Pospolitą i Jej obywatelami.

Dalej już było nudno: Antysemicka, zgrana do cna płyta, o tym, jak to w końcu sami Żydzi wymordowali innych Żydów, co Rogalskiemu pozbawionemu sławetnego vel, specjalnie nie przeszkadza, a –nawet według niego- bezsporny fakt pogromu kieleckiego usprawiedliwia, ba..! Sankcjonuje tym, że inni też mordowali Dzieci Izraela…

Takie, polskie rzygowiny etyczno-moralne:

Pierwszy milion trzeba ukraść.

Korupcja istnieje na całym świecie.

Względem prawa bywają równi i równiejsi.

Nie złodziej winny, tylko ten, co dał się okraść.

Państwowe koryto wszystkie świnie wykarmi…

Gdzie indziej takie sentencje, „ludowe” powiedzonka, funkcjonują w przestrzeni folkloru lumpiarskiej społeczności, ludzi zmarginalizowanych, żyjących na obrzeżach kultur, tradycji i norm etycznych, gdzieś indziej, tylko nie w Polsce. Tu są one fundamentem kulturowym, słowem, które ciałem się stało i zostało między nami…

…naukowe przeginanie pały, czyli, kto zabił tego Żyda na śmierć..?

styczeń 21, 2008

…różnica między faszyzmem a narodowym socjalizmem jest taka, jak między Śmigłym-Rydzem i Rydzykiem, ale to za wiele subtelnych rozróżnień, nawet dla przeciętnej katedry historii na istniejących w kraju nadwiślańskim uniwersytetach, daruję wiec sobie dywagacje w tym temacie.

Pusty śmiech ciska mną o glebę, jak oglądam pampersa i siuśmajtkę wyciągających łapki w hitlerowskim pozdrowieniu.

Co mnie tak śmieszy? Ano przypominam sobie, jak to po zajęciu spacerkiem mocarstwa Polan w czasie godnym odnotowania w Księdze Rekordów, hitlerowcy zaraz, następnego dnia, rozstrzelali ideologów polskiej mutacji narodowego socjalizmu.

Mein Gott, warum!? Ano darum, bo pękali ze śmiechu i nie mogli przestać. Dopiero, jak zastrzelili i zakopali, to przestali.

Nam się wydaje żeśmy pawiem Europy, a myśmy tylko przygłup na łaskawym chlebie i to nie dlatego, że cykliści i cała reszta nam koło dupy robi, tylko sami, z uporem maniaka głupa rżniemy:

Z niepodważalnego faktu mordów popełnianych przez Polaków na Żydach po zakończeniu drugiej wojny światowej, będącym „od zawsze” w pierwszym rzędzie kategorią moralną, a dopiero potem obiektem badań historyków, narodowi żydożercy wszelakiej maści próbują zrobić kolejne, polskie, swojskie, panoptikum, tylko i tego nie potrafią zrobić jak należy, bo dobry teatr potrafi zrobić tylko Żyd, Polak może w tym numerze robić co najwyżej za dziadka klozetowego, a jeśli nie ma w końcu na to ochoty, to niech weźmie przykład z jakże europejskich Turków i wyda konstytucyjny zakaz zgłębiania tajemnic zbrodni popełnianych przez Polaków na Żydach, Niemcach, Ukraińcach, Łemkach, Kaszubach, Ślązakach, Mazurach… i będzie w końcu ślicznie.

Wesołego Hejlowania Pampersy!

…o głąbowatości pospolitej wśród elit…

styczeń 17, 2008

…autorytet Urzędu nie zależy od dowolnych osądów osoby piastującej urząd. Jeśli ktoś myśli, że jest inaczej, no to ma problem tym większy, im urząd jest poważniejszy..

…jeśli ktoś odpuścił szarganie powagi urzędu jakiemuś klesze, to już na pewno nie może ciągać po sądach posła, który zadaje właściwie pytanie „z urzędu”, spełniające kryteria poprawności politycznej, obowiązujące w demokracjach europejskich i tylko sprawą zadającego pytanie jest osąd, na ile ryzykuje politycznie… No i wypada wybrańcowi narodu wiedzieć gdzie można i powinno się takie pytanie zadawać: Na pewno tym miejscem nie jest blog, wywiad dla mediów gazetopodobnych, studio telewizyjne, czy też sejmowy klozet. Poseł uprawniony jest poprzez akt wyborczy do zadania, w końcu istotnego z punktu widzenia interesu Państwa, takiego pytania z trybuny sejmowej. Ot, i wszystko…

…nie bardzo wiem, za co facet z kolei przeprasza… Prawdopodobnie ze strachu, braku pewności siebie, z nieuctwa. Nie odkrywam Ameryki, pisząc o pleniącej się głąbowatości pospolitej wśród elit politycznych, elit z łaski bywszej, komunistycznej władzy, ale tak to już jest z tym, niespodziewanym, awansem społecznym:

Coś takiego nic nie kosztuje, to i do niczego nie zobowiązuje…

…Polak potrafi z radia zrobić telewizje i z dupy wazonik też potrafi zrobić…

styczeń 17, 2008

…wczoraj, przed północą dopadły mnie znienacka zmory szwędające się po Programie II P.R.:

Jakaś starszawa, będąc zapewnie niezmiernie pobudzona faktem zasiadania przed mikrofonem tego, nobilitującego kiedyś uczestników, Programu, starała się w pocie czoła, w sposób dyletancko zawiły, zdefiniować pojęcie ragi.

Fakt, starała się, ale nie wyszło. Pewnie doktór jakiś, albo i profesor. Nie, nie upieram się, ale, tak na moje ucho, absolwentka to bankowo.

Sekundowała tamtej jakaś siuśmajtka zupełnie mnie dezorientując mantrycznym powtarzaniem zaklęcia „ta raga”. Przez chwilę zacząłem kombinować, że jak „ta”, to jaka „tamta” albo „owa”?

W tle poniewierał się jakiś Pampers, ale on raczej milczał, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny.

Z szamba pełnego pseudointelektualnego bełkotu, w które zanurzałem się bezwiednie, wyciągnął mnie Puszek:

-Wyłącz te bździny!

Ale nie było mi dane z czystym sumieniem pogrążyć się w objęciach Morfeusza: Na „dobranoc” wdarł się podstępnie na mój private aera prezes Czabański w towarzystwie Sławińskiego Pampersa. Ci to dopiero dali czadu! Przy nich pijany czekista za Sokratesa, Dantego albo innego luminarza może uchodzić:

-Będzie rewolucja. –powiedzieli.

-Na skalę światową. –dodali wespół.

Czekałem na puentę wstrzymując oddech…

-Radio multimedialne! –obwieścili.

No, nie będę ukrywał: Gatki mi opadły. Puszek rechotał turlając się po pościeli…

Nie da się zaprzeczyć: Polak potrafi sam z siebie robić idiotę i to nie tylko w wymiarze światowym, jak skromnie zaznaczył prezes Cz.: Dzieło tandemu Czabański-Sławiński posiada wymiar wręcz galaktyczny!