…z grą na giełdzie jest tak samo, jak z grą na instrumencie: Wirtuozem trzeba się urodzić.
Pewnie, można „się naumieć” i zostać magistrem, a z czasem nawet profesorem. Od czasu do czasu zagra taki nawet składnie jakiś kawałek, ale to wszystko, takie przysłowiowe „pięć minut” i na parkiecie i na estradzie.
Mit papiera: Ostatnio, co słucham jakiegoś jazzmeana z kręgu nowej tradycji, to musowo magister. No i gra jak magister ten jazz: Nie powiem, nutka za nutką, okrąglutkie, czyściutkie, wszystko w podręcznikowym czasie i stylu opisanym w encyklopedii. Forma prima, tylko bez treści, nie mówiąc już o spirycie, o tym, co jest duszą i sercem jazzu. Brzmi to wszystko jak pusty, kryształowy kieliszek: Dzyńńńń i po ptakach, magister piętuje do kasy i tyla.
Żaden z tego jazz, ani mean.
Skąd to wiem? Ze słuchu, kastrat to kastrat.
Mit kompetencji: Czerwone szelki. Czy ten, co faktycznie zarabia, nosi coś takiego?
Ale nie o tym miało być, tylko o władzy, z którą jest jak z seksem:
Jak ci kobitka nadstawia tyłeczek, to ją bzykasz, no nie?
Tak jest i z władzą: Jak daje, to się ją dyma.
Nie miło się robi, jak chętni do dymania ustawią się w kolejce, chyba że władza akurat tą odmianę seksu lubi, kto to w końcu wie… Z tym, że jeśli lubi, to proszę do burdelu z takimi upodobaniami, a nie do pałacu i na salony polityczne, bowiem dupa reprezentacyjna przestaje być obiektem prywatnym i rżnięcie takiej jest niczym innym, jak bara bara z najjaśniejszą pospolitą, co nie wychodzi ogółowi obywateli i przyszłości ich potomstwa na zdrowie…