… i było by po sprawie…

By masterlu

…nie sądzę, Kwiatuszku, by sędzia wyrokujący w sprawie żołnierzy nie znał kodeksu. Zna go na pewno bardzo dobrze, i chce być dobrym sędzią, tylko przyszło mu funkcjonować w zdeformowanej znaczeniem pojęć rzeczywistości, bowiem co w końcu znaczy tytuł w dzisiejszej „Gazecie”, z wziętym w cudzysłów przymiotnikiem „antysemickiemu”, w kontekście krakowskiego spotkania prawdziwych polaków u jezuitów?

Znaczy to tyle, że nie był on antysemicki. To jaki był?

Wybór mamy niewielki: Albo był filosemicki, albo w ogóle nie dotyczył Żydów. Jedno i drugie przypuszczenie jest nieprawdziwe i prowokuje do zbędnych, prowadzących zazwyczaj na manowce, spekulacji i zachowań.

Z podobnym problemem zmaga się sędzia: Żołnierze zostali oskarżeni o ludobójstwo, czyli czyn podlegający „z urzędu” dokuczliwym procedurom i sankcjom dla oskarżonych już na etapie śledztwa, nie są to bowiem zwykli obwiesie, być oskarżonym z takiego paragrafu, to, w sposób może pokraczny, ale jednak nobilitacja, gwarantująca członkostwo w elitarnym klubie osób zmieniających losy narodów, całych kontynentów, jeśli nie całego świata.

Pasuje akurat do tego incydentu w Nangar Khel, jak kwiatek do kożucha, ale jak brzmi! I prawdopodobnie sprawcom tej, sądowej tragedii, o to chodziło…

…Chłop z jajami zmienił by kwalifikacje czynu i było by po sprawie, ale, cóż, przynależy biedaczek do pokolenia Pampersów i tyla…

Tagi: , , , ,