Archiwum z kwiecień, 2008

…nie czas, Panowie generałowie, na zdejmowanie mundurów…

kwiecień 28, 2008

…można i tak to opisać Pampersiku:

Demokracja to między innymi, a może przede wszystkim, podział kompetencji pomiędzy instytucjami stanowiącymi o istocie bytu państwowego. Trafniejszy był by termin „prerogatywy”, ale w kraju nadwiślańskim –nie wiedzieć czemu- dotyczy on tylko instytucji Prezydenta.

Wojsko, wymiar sprawiedliwości, Bank Centralny z ducha ustroju demokratycznego uposażone są właśnie w prerogatywy wykluczające możliwość ingerencji polityków w istotne dla ich sprawnego funkcjonowania dziedziny.

Jeśli jakiś polityk, albo partia sprawująca akurat władzę, swoimi poczynaniami doprowadza do paraliżu którąś z wymienionych instytucji, to one, niejako „z urzędu” i w imię racji wyższej, jaką jest byt państwowy, powinny reagować bezzwłocznie i skutecznie…

Polska bez Kaczyńskich, Tusków, Rydzyków, Macierewiczów i całej reszty, wydalonej przez jelito grube peerelu, może istnieć.

Bez sprawnej armii, wywiadu i kontrwywiadu, bez poprawnie funkcjonującego aparatu urzędniczego, sądowniczego, policyjnego, nie.

Ot i tyla, można by napisać, ale wypada dodać, że nie czas, Panowie generałowie, na zdejmowanie mundurów i inne, rejtanowskie gesty. Nim to zrobicie, warto spróbować to i owo naprawić… Choćby na początek wyciągnąć żołnierzy z pierdla. Powiedzmy: Subito!

…życie rodzinne senator Arciszewskiej u wrót raju…

kwiecień 25, 2008

…senator –a jakże, dwuczłonkowa- Arciszewska-Mielewczyk po mężu, ma rozdzielczość majątkową z Mielewczykiem, dlatego broni tubylców zamieszkujących nadwiślańskie równiny przed majątkowymi roszczeniami Niemców, bowiem tam, za Odrą, Mielewczyk nie kręci biznesów, a tu, w ojczyźnie Jana Pawła robi geszeft na puchu, pierzu i nieruchomościach, rżnąc oniemiałych z bezradności wyznawców Jedynego Prawdziwego i fatera Rydzyka po kasie równo i bez znieczulenia…

Jasne Kwiatuszku?

Ale co tam jakaś dwuczłonkowa Arciszewska senator i jej trywialna wręcz w swojej mendowatości postawa etyczna względem zachowań Mielewczyka, z którym nie dzieli już przecież majątku i łoża…

Taka jednojajowa, państwowa część ciała to dopiero kuriozum! Przynajmniej raz w tygodniu przerasta sam siebie, zdobywając kolejne szczyty pospolitej wulgarności zachowań społecznych:

Ostatnio postanowił odświeżyć swój majestat i powagę urzędu pokazując pospólstwu ile to on może, jeśli tylko zechce i pokazał wała szpitalowi.

Brawo!

Weźmy się za ręce rodacy i pójdźmy jego śladem, on bowiem nas powiedzie do bram raju kraju nadwiślańskiego, gdzie za archanioły będą robić dwuczłonkowe Arciszewskie, takie różne Koteckie, Ziobry, Macierewicze, Brzdylińscy, Kulfony, Rydzyki, Jemioły, Fąfle… Cała ta elita wydalona z peerelowskiego jelita grubego.

Tyla na dziś Kwiatuszku.

Jutro weekend, czyli chlanie i macanie… Dozoba na deptaku!

…dlatego pokocham szczerze Cienkiego Donka…

kwiecień 14, 2008

…by pokochać czasami wystarczy tak mało:

Pokocham Cienkiego Donka, jak zniesie abonament RTV.

Dlaczego?

Zniósł bym wiele: Nową tradycję, popiskiwania redakcyjnych siuśmajtek, jazzowe fle, fle i inne duperele pleniące się na antenie II Programu od jakiegoś czasu, ale nie zniosę jednego:

Robienia ze mnie wała, bowiem z urzędu jestem skazany na towar z przeceny, w majestacie prawa płacę za coś, co od strony technicznej nie jest warte funta kłaków, czyli instytucjonalne oszustwo, wyłudzenie i to do tego z zastosowaniem przymusu, a nawoływania luminarzy sceny cyrkowej, to ja mam gdzieś, bowiem oni gadają w Dwójce, ale jej nie słuchają, dla nich Dwójka, to kolejne koryto, a nie źródło przyjemności i foniczne okienko przez które widać sceny operowe i sale koncertowe świata…

Dlatego pokocham szczerze Cienkiego Donka, bowiem znosząc przymus płacenia abonamentu sprawi, że odzyskam szacunek dla prawa i uwierzę, że, choćby w tym drobnym fragmencie życia społecznego w kraju nadwiślańskim, panuje ład i rządzą nim jasne reguły…

…c.d. w złudnej nadzei powtarzalności…

kwiecień 10, 2008

…Kwiatuszku, nie wiem, nie jestem pewien. Odnoszę wrażenie, że było to wiele, wiele lat temu w Berlinie, wtedy jeszcze Zachodnim. Kajecik leżał pomiędzy nutami Róży taki jakiś zmięty, smutny:

-Różo, co to? –zapytałem.

-To? –po chwili- Nic to, zostaw…

…oblubienica miedzianowłosa zielonooka nie pocałowała ust wybranka kochanka przed ołtarzem obrazem księdzem urzędnikiem miłość ją zabiła zazdrosna o takie kochanie od świtu po świt nie było pogrzebu żalu dzwony nie dzwoniły tylko serca tylko one przytulone do miraży słodkich w smutku w radości w ramionach przypadku innej namiętności szukają schronienia przed wspomnieniami a one niepomne nie wiem skromne czy nie skromne nie wiem nie chcę wiedzieć a one wracają w tańcu upiornym dokolusia dokolusia wywijają zgrabnie nóżkami odsłaniają uda strzelając oczkami ojdyrydy oczkami udami nóżkami w tańcu wirują bez końca bez opamiętania w tańcu szalonym Hanna Hanna zewsząd szepty w wir taneczny dołączają ta ulica tamta ławka…

…a potem, po kilku dniach Róża znienacka i ostentacyjnie obojętna:

-Tamto, to pamiętnik wariata. –powiedziała przegryzając wyznanie kruchym ciasteczkiem. Tak to pamiętam: Nie powiedziała, tylko wyznała, a mnie się wydawało, że usłyszałem gruchniecie czegoś, co spadło jej z serca.

Bęc o parkiet i turlu, turlu pod sofę…

poprzedni