…Diogenes z Synopy, jak powiadają, mieszkał w beczce, a mimo to przeszedł do historii…
…pani Magda, żona rodowitego Francuza, miała 100 metrowe mieszkanie – sorki – apartament na Kabatach, a teraz mieszka w segmencie na Starym Mokotowie i metrów ma zapewne więcej…
…Diogenes był cynikiem…
…pani Magda jest dłużnikiem…
…życie Diogenesa nie jest może godne polecenia w szczegółach…
…natomiast życie pani Magdy nic nie jest warte w ogóle, darujmy więc sobie szczegóły…
…Diogenes wykorzystał do cna niepowtarzalny dar życia…
…pani Magda nie raczyła nawet zauważyć że żyje:
“…pani Magda przekonała męża, rodowitego Francuza, że w Polsce będzie im się żyło lepiej:
- Widziałam, że moi znajomi ze szkoły w Polsce szybko awansowali i dostawali pensje wyższe niż we Francji. No i te ceny mieszkań. W Paryżu, jak pracujesz w korporacji, to stać cię najwyżej na wynajęcie 20 metrów. Kupno mieszkania nie wchodzi w grę, chyba że 30 metrów kwadratowych 30 kilometrów od centrum. Bo rata nie może wynosić więcej niż jedna trzecia dochodów rodziny i trzeba mieć kilkanaście procent wkładu własnego. Mieszkaliśmy więc w wynajętych dwóch pokojach pod Paryżem. Nie masz niczego więcej w życiu, tylko praca – metro – spanie – opowiada Magda.
Przenieśli się do Warszawy, pracują we francuskich firmach, zarabiają dobrze. Za te same pieniądze wynajęli 100-metrowy apartament na Kabatach. Poziom życia im się podniósł, do restauracji mogli chodzić codziennie.
- Po roku dowiedzieliśmy się, że znajomi kupili dom, dostali kredyt na sto procent zakupu. Zrobiliśmy to samo. W 2005 roku kupiliśmy segment na Starym Mokotowie. Za ile? Teraz takie domki na naszej ulicy chodzą po 4-6 mln zł – opowiada Magda. – Wkład własny mieliśmy, ale całość poszła na remont. Francuska rodzina mojego męża do dziś się nie może nadziwić – tacy młodzi, a dorobili się domku w mieście. Szwagier zarabia 3,5 tys. euro, jest sam i nie może dostać nawet kredytu na mieszkanie.
We wrześniu Magda wróciła do pracy po urlopie wychowawczym. Na świecie zaczął się kryzys, a ona zaczęła liczyć, założyła specjalny plik w Excelu.
Niania – 2 tys. miesięcznie; to za dużo, będzie żłobek.
Telewizor – mieli kupić plazmę, ale na razie wystarczy stary 14-calowy odbiornik.
Weekendowe wyjścia do klubów – lepiej spotykać się ze znajomymi na kawę i ciastko w domach.
Wakacje – do teściów we Francji.
- Kredyt na segment braliśmy we frankach, więc raty rosną. Grudniowa była o 600 zł wyższa od lipcowej. Na razie nam jeszcze wystarcza – zapewnia Magda. – Ale powiem ci, że nie lubię teraz wyjeżdżać pod Warszawę. Zauważyłam, że pełno tam niedokończonych domów, widać, że ludziom pieniędzy zabrakło.
Tyle historii Magdy. A teraz wyobraź sobie, że któregoś dnia Ciebie kryzys przyciśnie i nie będziesz mógł zapłacić raty kredytu. Dużego na zakup mieszkania albo choćby małego pod choinkę. Minie dzień, dwa, trzy…” (cytat z jakiejś net-gazetki)
…pani Magda jest niewątpliwie osobą wykształconą, specjalistką i „zjadła wszystkie rozumy”, ale jak wszyscy jej podobni rówieśnicy, tak i ona faktycznie jest niczym więcej, jak korporacyjnym mułem, osobą bezmyślną, wręcz głupią:
„…Francuska rodzina mojego męża do dziś się nie może nadziwić – tacy młodzi, a dorobili się domku w mieście…”
…toż to oczywista nieprawda, fikcja, delirka. Pani Magda dorobiła się kredytowego kamienia u szyi, niczego więcej, ale czy to trzeba wyjaśniać, opisywać, deliberować nad kondycją intelektu, poziomu kultury i społecznych zachowań pokolenia Siuśmajtek i Pampresów ?
Sądzę że nie trzeba, nie wypada wręcz, bo i po co?
…oglądam co dzień ich poszarzałe twarze, widzę strach w ich oczach i widzę coś jeszcze: Narastającą z dnia na dzień samobójczą determinację, są gotowi na wszystko: ……….paragraf 22……. Byle by tylko nie wylądować na bruku…
…nie wiedzą, że jak to wszystko już zrobią, to i tak tam wylądują, nie są bowiem nikomu potrzebni…
…ani mnie, ani moim znajomym, ani znajomym znajomych, ani bankom w końcu też, bo już są wydojeni, sprowadzeni do parteru, przeżuci i wypluci…
…a wystarczyło by tak mało:
…znać swoje miejsce w życiu, nie śnić na jawie i nazywać rzeczy po imieniu:
Dorobek to dorobek, a kredyt to kredyt.
Zasada stara jak świat:
Najpierw zarób, potem wydawaj, ale żeby na to wpaść, należy w wolnych chwilach czytać Diogenesa, słuchać Mahlera a nie chodzić do klubów i na obiadki do knajpy (swoją drogą co to za mecyje ? Nie podają już kotleta, tylko jakieś „picasy”, esy floresy i koniecznie z ananasem albo innym, tropikalnym badziewiem… ohyda, karma dla bydła a nie rzetelny obiadek… Jak tu wypić „malucha” pod banana, no, ja się pytam, jak ?…).
… bo nie ma nic piękniejszego, jak żyć na własny rachunek…