Archiwum z grudzień, 2008

…niepokalane poczęcie w wymiarze globalnym…

grudzień 30, 2008

…z obywatelskiego obowiązku zwracam uwagę jaśnie wielmożnemu że praktyka medyczna to nie jego broszka…

kap

…odrobina umiaru jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a jeśli już, to czemu tylko ginekologia?

Reszta działów medycyny w kraju nadwiślańskim też przeważnie bywa mało etyczna, z czym oczywiście pan Radziwiłł raczy się ze mną nie zgodzić, co pozwolę sobie skwitować mało eleganckim „…my tam już swoje wiemy…” i nie będziemy tym razem roztrząsać kwestii przedmiotowości pacjenta w imię opacznie rozumianego prawa korporacyjnego do zgłębiani sekretów Natury i obligatoryjnego obowiązku doskonalenia umiejętności rzemieślniczych…

…odnoszę wrażenie że jednostronny ogląd problemu macic Polek nie pozwala dostrzec hierarchom szansy na urzeczywistnienie rzymsko-katolickiego ideału:

Prokreacja bez kopulacji, bez seksu, bez przyjemności w końcu…

Kim jak kim, ale teologiem to ja nie jestem, nawet w wymiarze amatorskim, ale czy to nie o to chodziło?

Niepokalane poczęcie w wymiarze globalnym, dalekie jeszcze od majstersztyku anielskiego, ale równie odległe od zwierzęcej dosłowności…

…reszta „uczonego” wywodu hierarchy w historycznej normie:

Szatan w ciele kobiety, diabelska chuć w podbrzuszu mężczyzny, brak Boga w alkowie…

…z nieśmiertelnego cyklu “Polak potrafi”…

grudzień 30, 2008

…wydawało by się, że w kraju nadwiślańskim już nic nie jest w stanie człowieka zaskoczyć, ale okazało się, że jestem istotą małej wiary, oto bowiem w czasach światowego kryzysu gospodarczego wydzielina jelita grubego bywszego PRLu, tym razem w postaci sobiepanków z nadania, komponujących się znakomicie z całokształtem, postanawia podnieść ceny energii elektrycznej, czyli tłumacząc z polskiego na nasze, wbić osikowy kołek w wampiryczne truchło gospodarki plemiennej prowincji wschodniej…

Cóż, wiecie, rozumiecie… Postęp i modernizacja, informatyzacja, in vitro i pedalizacja…

…przy tej okazji odkrywam subtelności lingwistyczne:

„Gott mit uns“ to jednak nie to samo co „Bóg z nami”, a szkoda…

energiafullxxczb

…z nazwiska, imienia ? Wydzieliny, czyli fekalia, mniemanologia stosowana, megalomania praktyczna, lumpenelita z kaduczego nadania i tyla…

…niegodni wzmianki gdyby nie to, że tym razem niebezpieczni…

… bo nie ma nic piękniejszego, jak żyć na własny rachunek…

grudzień 22, 2008

…Diogenes z Synopy, jak powiadają, mieszkał w beczce, a mimo to przeszedł do historii…

…pani Magda, żona rodowitego Francuza, miała 100 metrowe mieszkanie – sorki – apartament na Kabatach, a teraz mieszka w segmencie na Starym Mokotowie i metrów ma zapewne więcej…

…Diogenes był cynikiem…

…pani Magda jest dłużnikiem…

…życie Diogenesa nie jest może godne polecenia w szczegółach…

…natomiast życie pani Magdy nic nie jest warte w ogóle, darujmy więc sobie szczegóły…

…Diogenes wykorzystał do cna niepowtarzalny dar życia…

…pani Magda nie raczyła nawet zauważyć że żyje:

“…pani Magda przekonała męża, rodowitego Francuza, że w Polsce będzie im się żyło lepiej:

- Widziałam, że moi znajomi ze szkoły w Polsce szybko awansowali i dostawali pensje wyższe niż we Francji. No i te ceny mieszkań. W Paryżu, jak pracujesz w korporacji, to stać cię najwyżej na wynajęcie 20 metrów. Kupno mieszkania nie wchodzi w grę, chyba że 30 metrów kwadratowych 30 kilometrów od centrum. Bo rata nie może wynosić więcej niż jedna trzecia dochodów rodziny i trzeba mieć kilkanaście procent wkładu własnego. Mieszkaliśmy więc w wynajętych dwóch pokojach pod Paryżem. Nie masz niczego więcej w życiu, tylko praca – metro – spanie – opowiada Magda.
Przenieśli się do Warszawy, pracują we francuskich firmach, zarabiają dobrze. Za te same pieniądze wynajęli 100-metrowy apartament na Kabatach. Poziom życia im się podniósł, do restauracji mogli chodzić codziennie.

- Po roku dowiedzieliśmy się, że znajomi kupili dom, dostali kredyt na sto procent zakupu. Zrobiliśmy to samo. W 2005 roku kupiliśmy segment na Starym Mokotowie. Za ile? Teraz takie domki na naszej ulicy chodzą po 4-6 mln zł – opowiada Magda. – Wkład własny mieliśmy, ale całość poszła na remont. Francuska rodzina mojego męża do dziś się nie może nadziwić – tacy młodzi, a dorobili się domku w mieście. Szwagier zarabia 3,5 tys. euro, jest sam i nie może dostać nawet kredytu na mieszkanie.

We wrześniu Magda wróciła do pracy po urlopie wychowawczym. Na świecie zaczął się kryzys, a ona zaczęła liczyć, założyła specjalny plik w Excelu.

Niania – 2 tys. miesięcznie; to za dużo, będzie żłobek.

Telewizor – mieli kupić plazmę, ale na razie wystarczy stary 14-calowy odbiornik.

Weekendowe wyjścia do klubów – lepiej spotykać się ze znajomymi na kawę i ciastko w domach.

Wakacje – do teściów we Francji.

- Kredyt na segment braliśmy we frankach, więc raty rosną. Grudniowa była o 600 zł wyższa od lipcowej. Na razie nam jeszcze wystarcza – zapewnia Magda. – Ale powiem ci, że nie lubię teraz wyjeżdżać pod Warszawę. Zauważyłam, że pełno tam niedokończonych domów, widać, że ludziom pieniędzy zabrakło.

Tyle historii Magdy. A teraz wyobraź sobie, że któregoś dnia Ciebie kryzys przyciśnie i nie będziesz mógł zapłacić raty kredytu. Dużego na zakup mieszkania albo choćby małego pod choinkę. Minie dzień, dwa, trzy…” (cytat z jakiejś net-gazetki)

…pani Magda jest niewątpliwie osobą wykształconą, specjalistką i „zjadła wszystkie rozumy”, ale jak wszyscy jej podobni rówieśnicy, tak i ona faktycznie jest niczym więcej, jak korporacyjnym mułem, osobą bezmyślną, wręcz głupią:

„…Francuska rodzina mojego męża do dziś się nie może nadziwić – tacy młodzi, a dorobili się domku w mieście…”

toż to oczywista nieprawda, fikcja, delirka. Pani Magda dorobiła się kredytowego kamienia u szyi, niczego więcej, ale czy to trzeba wyjaśniać, opisywać, deliberować nad kondycją intelektu, poziomu kultury i społecznych zachowań pokolenia Siuśmajtek i Pampresów ?

Sądzę że nie trzeba, nie wypada wręcz, bo i po co?

…oglądam co dzień ich poszarzałe twarze, widzę strach w ich oczach i widzę coś jeszcze: Narastającą z dnia na dzień samobójczą determinację, są gotowi na wszystko: ……….paragraf 22……. Byle by tylko nie wylądować na bruku…

…nie wiedzą, że jak to wszystko już zrobią, to i tak tam wylądują, nie są bowiem nikomu potrzebni…

…ani mnie, ani moim znajomym, ani znajomym znajomych, ani bankom w końcu też, bo już są wydojeni, sprowadzeni do parteru, przeżuci i wypluci…

…a wystarczyło by tak mało:

…znać swoje miejsce w życiu, nie śnić na jawie i nazywać rzeczy po imieniu:

Dorobek to dorobek, a kredyt to kredyt.

Zasada stara jak świat:

Najpierw zarób, potem wydawaj, ale żeby na to wpaść, należy w wolnych chwilach czytać Diogenesa, słuchać Mahlera a nie chodzić do klubów i na obiadki do knajpy (swoją drogą co to za mecyje ? Nie podają już kotleta, tylko jakieś „picasy”, esy floresy i koniecznie z ananasem albo innym, tropikalnym badziewiem… ohyda, karma dla bydła a nie rzetelny obiadek… Jak tu wypić „malucha” pod banana, no, ja się pytam, jak ?…).

bo nie ma nic piękniejszego, jak żyć na własny rachunek…

…opowieści świąteczne: angielscy agenci też mogą jeździć polskimi ekspresami…

grudzień 12, 2008

…pewnie masz rację, w końcu do Iranu trafił kwiat przedwojennej, polskiej inteligencji, promieniujący szlachetną ideą pracy fundamentalnej, spotęgowanej stanem wojennego zagrożenia…

…i to pewnie wtedy zostało zasiane ziarno sympatii dla naszej nacji w społecznościach Bliskiego Wschodu, a że plony zebrał wywiad P.R.L. ? Dla Arabów to dalej była Polska, jak i dla reszty świata również…

…a historyjka z butami ? Najprawdziwsza prawda, a było to tak:

Pewna, nie istniejąca już prawdopodobnie dziś, firma obuwnicza otrzymała zamówienie z (?) i, jak to bywało, została im końcówka serii, którą „rzucili” na rynek. Ktoś je sobie kupił i nosił w świątek i piątek, bo były wygodne a do tego zadziwiająco praktyczne:

Można w nich było biegać po lodzie, co było cechą godną uznania w tamtych czasach, bowiem zimy były srogie, przez co chodniki oblodzone, wszelkiego rodzaju schody śliskie, stopnie kolejek, autobusów i tramwaj niebezpieczne… Zagapił się człowiek i bęc ! A w nich trzeba się było postarać, żeby bęcnąć, takie były…

Mniej więcej w tym samym czasie komuś pomiędzy Odrą a Bugiem zawieruszyło się dwóch Arabów, nie jakichś tam pospolitych, ale takich spec. kuracjuszy wczasujących u naszych sąsiadów. Co robili w Polsce i cała reszta to już zupełnie inna historia…

Arab nie igła. Nie minęło wiele czasu, a zguba została umiejscowiona. Po sprawie ? Nie bardzo, bo w nadmiarze: Zamiast dwóch, było ich ośmiu. Jechali sobie ekspresem i do tego nie w niemieckim ordunku, tylko w rozsypce. Tu dwóch w jednym przedziale, tam znowu czterech, a gdzie indziej trzech. Cóż, Polska to wolny kraj i można sobie podróżować jak kto chce. Nawet za komuny tak było…

Jakiś czas przed tym wydarzeniem właściciela butów odwiedził kolega. Dziś należało by o nim powiedzieć: Specjalista.

Wtedy był to znajomek znający się na rzeczy.

Wieszając kapotkę w przedpokoju spojrzał na buty i spytał:

- Masz gościa, może nie w porę ?

- Jakiego gościa ? – zapytał właściciel obuwia – Skąd ci to przyszło do głowy ?

- A te buty ? – zapytał kolega wskazując gestem głowy na stojącą parę.

- Moje, a bo co ?

Kolega przykucnął i podniósł parkę do góry. Oglądał je chwilę z zaciekawieniem.

- Kurcze, orginały ! – stwierdził z nie skrywanym uznaniem.

- Noo..?

- No to ty nie wiesz co nosisz ?

- Niby co, buty noszę…

Zorientował się chyba, że właściciel naprawdę nie wie o czym on mówi, bo wyprostował się, unosząc wzmiankowane na wysokość twarzy obu.

- Orginalne SASy, najnowszy model ignorancie !…

W tamtych latach arabscy terroryści byli już oblatani w swoim fachu. Po bliskich spotkaniach z Gniewem Boga zaczęli zwracać uwagę na szczegóły i postanowiono to wykorzystać w zupełnie innej sprawie, niejako na marginesie banalnego skądinąd wydarzenia…

…zgodnie z przewidywaniami dalszy ciąg wydarzeń przebiegał  z rozpisanym ad hoc scenariuszem i na Bliski Wschód powędrowała uwiarygodniona informacja, że angielscy agenci też mogą jeździć polskimi ekspresami, co, ponoć, zmieniło losy przynajmniej jednej osoby, pozwalając dożyć jej w zdrowiu i dobrym samopoczuciu późnej starości…

believe or not, ale tak było, a już na pewno mogło być…

…majestat Marszałka tego nie zmieni…

grudzień 9, 2008

nasz salonowy terier, były podręczny C.I.A. w Afganistanie, a aktualnie minister zewnętrzny prowincji wschodniej, ten co ma doktrynę i aspiracje, poszedł na całość i walną kupę na dywanie:

…„Jego zdaniem Wałęsa, którego przed laty był zagorzałym krytykiem, “ubrudził się w bitwach z totalitaryzmem”. Lecz – jak zaznaczył – “wojnę wygrał i jest to bohaterstwem.”….

…” Jego zdaniem Wałęsa, podobnie jak pułkownik Kukliński, nie mają czystego życiorysu. Jednak “powiedzieli nie i zwyciężyli” i to jest ważne.”…

Terier, jak terier, sra gdzie może, ale w dobrych domach bierze się takiego za mordę i tarza w gównie, co niniejszym czynię szepcząc mu przy tym do ucha:

- Pan Wałęsa, to pan. Pan Kukliński to też pan, a terier, to terier i majestat Marszałka tego nie zmieni…

…wyznanie wiary biskupa Pieronka…

grudzień 9, 2008

…niezmiernie łatwo było uchodzić za instytucję godną szacunku kościołowi katolickiemu w czasach „komunistycznego zniewolenia i terroru” choćby z tego powodu, że nie było nic innego do roboty poza (………paragraf 22………..).

Dziś „czarni” – jak ich nazywa rodzinny Pampers – wzięli interesy we własne ręce i obnoszą się z nimi w miejscach publicznych bez cienia choćby zażenowania, które czasami dopada nawet zboczeńca odsłaniającego swoje przyrodzenie w miejscach ku temu nie przeznaczonych…

…prałat, infułat, biskup, cerowane dziewice w habitach, jaśnie wielmoży dziś, a w przyszłości bezwzględnie święty, generał w koloratce… nawet ci, co wydawali się z innej gliny ulepieni, też w końcu czynią publiczne wyznanie wiary w Mamonę i Złotego Cielca:

„…biskup Tadeusz Pieronek: – Dlaczego robicie wokół tego szum? 50 lat temu Kościołowi zrabowano mienie, teraz widzi się coś złego w tym, że odzyskuje swe mienie. Właściciel ma prawo zrobić ze swoją własnością, co chce! Dlaczego wszyscy inni mogą, a Kościół nie?…”

no i pewnie, czemu nie?

Inna sprawa, że „wszyscy” to nie za bardzo, taki „inwentarz” choćby, pozbawiony praw do godnego życia krótkim i węzłowatym:

“…roszczeniową mentalność lokatorów, rodem z PRL…”

…aż się prosi, by spytać:

-A wy Fidelus to kto ?

…bo wzór cnót katolickich, nawet tych, w wydaniu rzymskim, to na pewno nie…

…w Waszyngtonie zaczyna być kolorowo…

grudzień 4, 2008

…pani Appelbaum z “The Washington Post” śmieje się trochę tak, jak “głupi do sera” w w swoim ostatnim artykule i niech jej tam, choć kobiecie tej klasy towarzyskiej to akurat nie przystoi, ale cóż pozostało neoamerykanom innego ? Nic, tylko szczerzyć implanty ( nie dotyczy to bezpośrednio uroczej skądinąd pani Anne i Jej  naturalnego uśmiechu , to taka przekładnia poetycka, ten “impalant”)…

…w nadchodzącej dekadzie na oceany świata wypłynie kilka zespołów szybkiego reagowania (lotniskowce i cała reszta…) pod chińską banderą…

…na Kubie, albo w Wenezueli postawią jakiś radar, pewnie dopplerowski, bo jaki by inny ?

…Rosjanie z natury są kontynentalni, wystarczy im Europa…

…Chińczycy już właściwie dostali Afrykę…

…błąd słodka Anne (pomolestuję troszeczkę, a co mi tam): Chruszczow to nie pan Miedwiediew, a nie odwrotnie, jak piszesz. Jaka różnica? Istotna, z czasem to odkryjecie…

…jeśli coś było farsą, to właśnie „kryzys kubański” z Chruszczowem w roli niewydarzonego Arlekina próbującego nieporadnie dobrać się do dupy Colombiny w jaką już w tamtych czasach powoli zaczęła przeistaczać się Ameryka Johna Wayna i Gary Coopera…

…z dwojga złego wolę imperializm rosyjski od amerykańskiego…

…a co do ewentualnego przyjęcia w Tibilisi, Kijowie, Warszawie czy też Pradze:

„Byliśmy, jesteśmy, będziemy” – mogli by rzec dyplomatyczni przedstawiciele Kremla, ale to w końcu dyplomaci…

…przyjmując, że “The Washington Post” jest nadal dziennikiem opiniotwórczym i prezentuje stanowisko zbliżone do „Białego Domu” w amerykańskiej polityce zaczyna być odlotowo i kolorowo…

…Lu słów kilka do miłośników historii z Treuenbrietzen…

grudzień 3, 2008

…nie wystarczy zmienić granice i rozebrać Mur. On i one pozostają w świadomości.

Niemcy na zachód od Łaby i ci na wschód od niej…

Dwa różne światy, choć jeden naród…

Jedni z godnością niosą przez życie brzemię wynaturzonego hitleryzmu, drudzy stawiają, z pozoru niewinne pytania:

Dlaczego i kto?

Wielce szanowni miłośnicy historii z Treuenbrietzen, wybaczyli i przeprosili hierarchowie kościoła katolickiego – widać mieli za co, ja i mnie podobni nie.

Staramy się zapomnieć, a to nie to samo…

Cokolwiek wydarzyło się, począwszy od wschodnich rubieży Prus, aż po zaułki Berlina w ’44 i ’45 roku, nie może być nazwane zbrodnią wojenną czy też mordem z tej, prostej przyczyny, że w tamtych czasach mord był zastrzeżonym znakiem towarowym do wyłącznego użytku przez niewydarzonych nadludzi, którym przyśnił się sen o Tysiącletniej Rzeszy…

Mówiąc językiem bardziej zrozumiałym: Spieprzyliście „Drang nacht Osten”, to i przyszło zapłacić, w końcu niezbyt wygórowaną cenę, bowiem większość z Was przeżyła…

…A że przy okazji zostaliście przeprogramowani genetycznie, po tym jak przez krocza niemieckich kobiet przeszło kilka rosyjskich frontów, to wypadało by to potraktować jako extra bonus, bowiem dymanie to nie to samo co wieszanie, gazowanie, palenie, zakopywanie żywcem, szpuntowanie macic potłuczonymi butelkami, albo odbezpieczonymi granatami i cała reszta fikuśności seksualnych praktykowanych przez waszych dziadków i tatusiów na Żydówkach, Rosjankach, Ukrainkach, Białorusinkach…, które po bestialskich gwałtach tak właśnie były traktowane, co z przysłowiową, niemiecką dokładnością odnotowane jest w pamiętnikach, na fotografiach i taśmach filmowych znajdujących się w rosyjskich archiwach, do których tak się rwiecie…

…wasze kobiety przeżyły i należy za to dziękować nie Bogu, a rosyjskiemu żołnierzowi, ot co, szanowni miłośnicy historii z Treuenbrietzen…

…rozstrzelano tysiąc?

Popatrzcie na to inaczej: Nie rozstrzelano wszystkich…

p.s.

panu pełnomocnikowi rządu ds. dialogu międzynarodowego wybaczam.

Rozumiem, że w pewnym wieku człowiek cieszy się , jak jeszcze mówi i sprawą drugorzędną w tej sytuacji jest to, co mówi…

Bombardowanie Drezna było, i jest nadal, czystej wody, masowym mordem, tak jak i cała reszta t.z. bombardowań strategicznych podczas II Wojny Światowej terytorium Niemiec z tej prostej przyczyny, że ich znaczenie militarne było w zasadzie żadne. Z założenia miały siać terror, mord i zniszczenie substancji cywilnej III Rzeszy, co znaczy nic innego, jak zastraszanie, terroryzowanie i zabijanie na śmierć cywilów podobnych tym z Treuenbrietzen…

…sprawa rodzinna w Treuenbrietzen…

grudzień 2, 2008

Herr Wolfgang Ucksche prawdopodobnie nie jest absolwentem katedry historii U.J. , ale niewątpliwie zasługuje na doktorat honorowy tej uczelni, opanował bowiem doskonale „techniki badawcze” – w miarę poukładanym świecie „resentymentem” zwanymi – stosowane maniakalnie przez jej polskich doktorantów z równym ich osiągnięciom skutkiem…

Wolfgang nie chce zemsty, ale chce wiedzieć kto i dlaczego wystrzelał mieszkańców Treuenbrietzen w ’45…

Panie Ucksche, mógłbym Panu odpowiedzieć, a właściwie przytaknąć temu, co Pan dobrze wiesz, ale jako praworządny obywatel Zjednoczonej Europy nie mogę, tak się bowiem składa, że wy, Niemcy „w tym temacie” jesteście moralnie ograniczeni w zadawaniu pytań…

Nie wiem, czy tak będzie za 50 lat, ale dopóki żyje moje pokolenie…

…no bo w końcu kto to był?

Tatusiowie Pana genetycznych krewnych, Panie Ucksche…

Znaczy, sprawa rodzinna…